Mama

Uczyłam się miłości tak samo jak zmieniania pieluch i wciskania bodziaka przez głowę

8 sierpnia 2018
SONY DSC

Jakiś czas temu pisałam Wam o tym, że: nie mam instynktu (a przynajmniej tak mi się wydaje). Na dziecko zdecydowałam się ‚na chłodno’. Nie płakałam na widok skarpetek, a kompletowanie wyprawki wspominam jako koszmar. Grzęzłam w stosach ubrań, pieluch, smoczków! Nie jarałam się tym, nie ekscytowałam i nie podniecałam. Uznałam za konieczność. Tyle. Jednak byłam pewna, że poród coś w tym względzie zmieni… Bo kocha się przecież od razu, prawda?

Pamiętam taką sytuację. Szkoła rodzenia, mowa o kangurowaniu i pierwszych wspólnych dobach. Jedna z Pań pyta czy w Naszym szpitalu jest opcja zabrania dziecka na noc, zaraz po porodzie. W mojej głowie pojawiło się pytanie: Ale jak to? Oddać swoje dziecko? Zaraz po porodzie? No way!

A potem urodził się Jan i na pytanie położnej o to czy mają go zabrać czy wole zostać z synem na noc odpowiedziałam „weźcie”. Bałam się. Zamiast miłości, szczęścia i ogólnych fajerwerków czułam paraliżujący strach, zmęczenie i ból. W tamtej chwili nie wyobrażałam sobie całonocnej opieki nad miniaturowym dzieckiem. Wiem, brzmi okropnie, ale naprawdę tak było.

Pierwsze wspólne chwile… Miało być błogo, trochę jak w reklamie – uśmiechy, wzruszenie, drapanie Jasiulowej stopy. Moje dziecko, moje ukochane dziecko! Dzień doby, witaj na świecie! Oto ja, Twoja mama. Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, ale w tamtym czasie nie czułam się matką. Żadnych fajerwerków, motyli czy ściskania w gardle. Endorfiny stłamszone przez kortyzol. Tyle.

Emocjonalna apatia trwała przez kolejny miesiąc może nawet dwa. Przysięgam, nie umiałam się cieszyć. Myślałam, że jestem dziwna. Obcy ludzie ślinili się na widok Jana. Mówili, że pachnie, a ja tego nie czułam. Nosiłam, przewijałam, karmiłam –zabieg po zabiegu.

Uczyłam się miłości tak samo jak zmieniania pieluch i wciskania bodziaka przez głowę. Pomału i mozolnie. Dzień po dniu i tydzień po tygodniu. I tak, w rezultacie doszłam do PERFEKCJI!

Czy umiem tą miłość zdefiniować? Uśmiechy i muffiny. Nieprzespane noce. Duma z pierwszego uśmiechu, kroku, no i oczywiście słowa. Każde wyciągnięcie ręki, mokry całus, noski noski. Serce podchodzące do gardła kiedy Jasio wspina się na schody. Cierpliwość i wyrozumiałość, a nawet tolerancja! Codzienność. Mniejsze i większe zdarzenia. Wspólne czytanie książki, układanie klocków, mycie zębów. Coś nienamacalnego i bardzo praktycznego. To czyszczenie noska, każdy jeden zabieg, obiad czy kolacja. Wspólne zdjęcie, spacer, nadmuchany balon i puszczone bańki.


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj