Mama

Personel medyczny kontra świeżo upieczona matka

20 lipca 2018
SONY DSC

Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że właśnie zostałaś matką. Tfu, zamknij oczy i przywołaj wspomnienia. Wróć na chwilę na oddział. Zamknij się w szpitalnej sali. Odwiedź pediatrę. Zaproś położną i jeśli możesz to – przypomnij sobie słowa. Przywołaj w myślach zdania, które usłyszałaś…

A teraz powiem Ci do czego zmierzam. Kiedy urodziłam Jana oczekiwałam wsparcia. Liczyłam na słowa otuchy, cenne wskazówki i życzliwość! Taką zwykłą, ludzką życzliwość między innymi od kobiet (również matek).

Oczywiście to nie tak, że wszyscy napotkani ludzie byli nietaktowi albo raczej chamscy. Na szczęście decydowana większość była miła. Pomocna, cierpliwa i naprawdę ciepła. Rodziłam z cudowną kobietą! Jednak zarówno w szpitalu jak i u pediatry spotkałam się  z brakiem wyczucia, a nawet! wiedzy.

Pierwszy wstrząs przeżyłam kilkanaście godzin po porodzie, kiedy średnio miła pielęgniarka kazała mi rozebrać Jana do badań po czym wyrwała mi syna z rąk twierdząc, że się ‘cackam’ i  sama zdjęła mu śpioszki.

Drugie rozczarowanie – albo raczej drugi kop – zasadziła mi ‘siostra’ z oddziału noworodków, kiedy wezwałam ją dzwonkiem do mojego, rozhisteryzowanego dziecka. Jak myślisz, co takiego powiedziała położna, którą (jak domniemam) wyrwałam ze snu? ‘No niechże go Pani nakarmi! Dziecko się drze bo zapewne głodne!’.

Trzecia sytuacja miała miejsce u pediatry. W drugim lub trzecim miesiącu życia mój syn robił śluzowate kupi. Nie wiem czy istnieje na tym świecie matka, która taki temat po prostu by olała jeśli tak to gratuluję jej dystansu. Serio! Bo ja pobiegłam do lekarza i to nie byle jakiego, bo… PRYWATNEGO. Jak bardzo będziesz zdziwiona jeśli napisze, że przemiła! (i nie najtańsza) Pani doktor obwiniła mnie (świeżo upieczoną matkę!) za: płaczliwość i niepokój syna w trakcie rutynowego badania? Rzeczywiście – Jan nie leżał na kozetce jak fantom. Wił się i krzyczał bo – zdaniem Pani doktor – umówiłam mu wizytę w trakcie drzemki!

Na koniec opowiem Wam historię dotyczącą rozszerzania diety. W okolicach ósmego miesiąca usłyszałam od pediatry, że mój syn MUSI zjadać całą porcję obiadku czyli – tyle mililitrów ile przewiduje słoik. Wiecie… Po dwóch latach macierzyństwa naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, że lekarka po prostu się nie douczyła… Jednak nie zawsze byłam taka mądra i swego czasu po prostu Jaśka ZMUSZAŁAM!

Koniecznie dajcie znać czy Was też spotkały takie przyjemności. A może miałyście więcej szczęścia i w pierwszych miesiącach macierzyństwa trafiłyście na samych kompetentnych (i wyrozumiałych) ludzi?


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj