Mama

Kiedy decydujesz się na dziecko (swoje pierwsze dziecko) to przeważnie: nie wiesz na co się decydujesz…

5 kwietnia 2018
SONY DSC

Chwilę temu usłyszałam, że zbyt dużo u mnie czarnych treści. Aga, ale ten Twój blog ponury, więcej słońca! I przez chwilę rzeczywiście się zastanowiłam. Przejrzałam teksty i jeden z nich odkopałam. Wrzuciłam na fanpage i wiesz co się okazało? Jeden z najciemniejszych wpisów zyskał największe zainteresowanie.

Kiedy urodził się Jan było mi ciężko, naprawdę ciężko! I nie, nie piszę Ci o tym, żeby sobie ponarzekać. Po prostu chce Ci powiedzieć, że nie jesteś w tym poporodowym dole sama. Jest Nas (przynajmniej) dwie.

Kiedy decydowałam się na dziecko (podkreślam, swoje pierwsze dziecko) nie wiedziałam na co się decyduje. Oczywiście nie żyłam i nie żyję w próżni. Wiedziałam, że: większość dzieci nie przesypia nocy i wysysa z matki energię, ale wiesz co? Rzeczywistość i tak mnie przerosła…

Bo kiedy decydujesz się na dziecko (swoje pierwsze dziecko) to wybacz, ale nie wiesz na co się decydujesz. Bo nie wiem jak Ty, ale ja nie miałam pojęcia o tym co rozegra się w mojej głowie zaraz po porodzie. Nie wiedziałam z jakimi emocjami przyjdzie mi się zmierzyć oraz jaką sinusoidę nastrojów będę musiała przetrwać.

A teraz powiem Ci dlaczego wiele moich tekstów jest ponurych czytaj: prawdziwych. Ostatnio moja czytelniczka Iza napisał: po porodzie otarłam się o depresje i naprawdę byłoby mi łatwiej gdyby kobiety z mojego otoczenia opowiedziały mi swoje historie. Prawdziwe historie. Mój Boże, jak ja się z nią zgadzam! Dziewczyny, tego Nam właśnie trzeba: prawdziwych historii.

Dlatego śpieszę Ci powiedzieć, że:

Matka może mieć dość – wszystkiego, począwszy od noszenia skończywszy na karmieniu; może być znudzona; może jej się nie chcieć; może być zła, a nawet wściekła; może być rozczarowana i może mieć ochotę uciec. Powiem Ci więcej! Matka może się obudzić i pomyśleć: ożesz kurde, ZNOWUUU!

Myślisz, że ja nie żałowałam? Że ani razu nie powiedziałam: po jaką cholerę?! Na co mi to kurde było?! Setki, setki razy! Bo na początku jest trudno. Po prostu TRUDNO. Trudno jest się przestawić, pogodzić i zaakceptować zmiany.

Macierzyństwo byłoby proste gdyby poród kończył się śmiercią. Naszą, mentalną śmiercią. Gdyby z dniem narodzin dziecka umierały Nasze pasje, potrzeby i marzenia – byłoby Nam prościej. Dziecko zabiera Nam wszystko. Tak, zabiera (przynajmniej na początku). Bo z ostatnim parciem przestajesz decydować o sobie! O porze jedzenia, spania i sikania…

Uwierz mi, początki macierzyństwa mogą być straszne. Ale podkreślam – mogą – nie muszą. Każda z Nas jest inna, ma inną sytuacje, historię, dziecko. Każda ma inną psychiką i potrzebę autonomii. Jedne z Nas pracują, drugie pracy nie mają. Jedne w macierzyństwie odnajdują się od razu. Drugie potrzebują czasu: tygodnia lub całego roku… Ale wszystkie z Nas kochają!


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj