Mama

W życiu tak się nie bałam!

6 lutego 2017
Śpioch

Ciąża dobiegała końca, a ja nie mogłam się doczekać dnia, w którym przywieziemy Naszego synka do domu. Wyobrażałam sobie jego maleńkie rączki wysunięte spod kocyka. Widziałam te słodkie, pucułowate poliki i niebotycznie małe stopy. On miał spać, a MY go podziwiać.

Wypis. Mąż się stawia z fotelikiem. Czuje strach, a do tego trzęsą mi się ręce. Nie tak! No nie tak to miało wyglądać! Jak tu Jana w ten fotelik zapakować?! Taki mały, wiotki jak cholera i ulewa. Cały czas ulewa. W tym nosidle przecież się zadławi. I udusi. Nie dam rady go tak szybko wyjąć! A do domu przecież kilometry…

No cholera jasna, WOLNIEJ!

Kotku, ale wolniej już się nie da. Korek zrobię…

Jedziesz z DZIECKIEM!

Warczę żeby zwolnił, żeby rowerzysty nie wyprzedzał. O telefon robię awanturę. BO ROZPRASZA! Niech wyrzuci…

Strach się plątał z niepewnością. Jeśli miałabym opisać – jednym słowem – emocje towarzysząca mi w pierwszych dniach (a może i tygodniach) z dzieckiem to użyłabym wyrazu THRILLER. Cały czas w napięciu.

Kiedy Jan zaczynał płakać byłam przerażona. W mojej głowie zapalała się czerwona lampka, PROBLEM. Problem, który trzeba zdiagnozować. I to szybko. Bo neurony. Bo synapsy. Bo destrukcja.

Próbowałam karmić, ale nie chciał ssać. Bo karmienie wcale NATURALNE nie jest, a przynajmniej nie w tych pierwszych dobach. Dziecko wierzga kończynami, a Ty myślisz jak je chwycić żeby nie uszkodzić. Przy karmieniu dziecię może też zasypiać. I Jan spał. A ja z żalem wyłączałam stoper. Tak, karmiłam ze stoperem w ręce. Jasiek ciumkał przez minutę. Albo dwie. Pewnej nocy nacierałam go chusteczką – żeby wstał. Innym razem, gdy od piersi się oderwał z krzykiem, wyciągnęłam butle. Bo myślałam, że się nie najada! Więc się bałam. Że ZAGŁODZĘ.

Strach mi towarzyszył ciągle. Te obawy o to czy oddycha… Nocą zrównywałam Nasze łóżka. Chciałam patrzeć jak porusza klatką. Czasem ruchów nie widziałam więc do piersi przykładałam rękę. Chciałam poczuć.

Bo ta miłość w pierwszych dobach jest zwyczajnie trudna. Kolorowe magazyny kłamią, a reklamy pokazują science fiction. Mama nie jest wypoczęta. Nie jest też ZRELAKSOWANA. Nie tiutiuta jeszcze. I nie ćwirka. Beczy. Non stop beczy.

W pierwszych dobach byłam przerażona. Wiesz dlaczego? Po raz pierwszy w życiu stałam się ODPOWIEDZIALNA. Za czyjeś życie. Za życie mojego dziecka.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂

  • O tak… Znam ten strach. To zaglądanie do łóżeczka. To nieustanne: czy się najadł, czy wszystko jest dobrze. Kiedy już byłam mamą od 48 godzin dopadł mnie baby blues. Dziś piszę o tym tak lekko, a wtedy to był dla mnie horror. Na szczęście Maleńki był wyrozumiały, dużo spał, płakał czasem, wieczorami, kiedy nie potrafiliśmy ułożyć go do snu (a wystarczyło motać, co odkryliśmy po jakimś miesiącu),
    Obawiam się też, że ten strach nigdy nie minie. Rodzice już tak mają 😉

    • Moglie

      Mnie strach paraliżował do tego stopnia, że nie byłam w stanie uspokoić płaczącego synka. W pierwszych dniach to zadanie przejął mój mąż – mały u niego odpływał, co z jednej strony cieszyło mnie ogromnie, a z drugiej podkopywało wiarę w moje ‚macierzyńskie’ kompetencje…
      A temat co ze mnie za matka, wałkowałam NON STOP!

      A z tym strachem masz racje, zawsze będzie się o co martwić 🙂

  • Miałam to samo uczucie. Najbardziej bałam się kiedy długo spała, że nie oddycha. Często przychodziłam do jej pokoiku sprawdzać czy oddycha.
    Mieszkasz we Włoszech? 🙂 widzę włoska nazwę bloga 🙂

    • Moglie

      Ja panikowałam, choć syn spał z Nami, a w dzień nie spuszczałam z Niego wzroku… Mieszkam w Katowicach, mało tu ‚włoszczyzny’, choć kilka lokali w tym klimacie się znajdzie:) Nazwa, wzięła się z miłości do języka i Toskańskich krajobrazów 🙂 Pozdrawiam!