Mama

Dziewięć rzeczy, których po macierzyństwie się nie spodziewałam

4 grudnia 2017
zdj

Nawet ja – kobieta zawieszona między niebem a ziemią – marzycielka z krwi i kości, z genetyczną predyspozycją do kreatywności – nie zdawałam sobie sprawy z tego co przyniesie mi macierzyństwo. Jeśli myślisz, że napiszę Ci o pięciu tonach miłości i kolejnych pięciu tonach szczęścia to… MYLISZ SIĘ.

Bo miłość mogłam sobie wyobrazić – doświadczyłam jej niejednokrotnie. Miłość do rodziców, do siostry, do męża. To prawda, że ta do dziecka jest inna. Inne są jej objawy. Ale, że z miłości można oszaleć – wiedziałam. Wiedziałam też, że można przez nią płakać i, że łączy się ze stresem…

Nie wiedziałam, że tak bardzo można kogoś kochać – nie lubię tego tekstu. Po pierwsze wydaje mi się nie szczery, bo jak można nie wiedzieć będąc w szczęśliwym związku? Po drugie, karze mi stopniować miłość. Sugeruje, że kogoś można kochać bardziej. Kochać można inaczej, ale nie mocniej ani nie intensywniej. Nie wiem jak Ty, ale ja nie kocham mojego dziecka bardziej od mojego męża  – po prostu kocham ich inaczej.

Co do szczęścia…

To zdarzało mi się owe szczęście mylić z podnieceniem, bo ja w euforyczne stany wpadałam w czasie wyprzedaży. Nie mniej jednak do prawdziwej erupcji endorfiny doszło w moim życiu dwa razy. Pierwszy raz w Alpach, na cholernie zimnym śniegu czyli w dniu oświadczyn. Drugi raz miał miejsce w kościele i wydarzył się w czasie ślubu. Czy poród był trzecią erupcją? Tak, adrenaliny. Bo szczęście zalewało mnie raczej falami, a od czasu do czasu pojawiał się odpływ.

Ani miłość ani szczęście mnie nie zaskoczyło – miałam o nich pojęcie. No i wiesz, kiedy czekasz na swoje dziecko, wymarzone dziecko – to spodziewasz się miłości. Przecież Ty wiesz, że będziesz je kochać. Ba! Ty je już w tym brzuchu kochasz. Może się boisz, może się zastanawiasz… Ale jednak niecierpliwie czekasz! Te uczucie nie są jakieś obce, nie są niespodziewane.

W macierzyństwie zaskoczyły mnie – PRZYZIEMNE RZECZY.

 

Możesz spać dwie godziny na dobę i PRZEŻYĆ.

Dla mnie – śpiocha – rzecz niewyobrażalna! Wiedziałam, że dziecko wiąże się z nocnym wstawaniem i niedosypianiem, jednak nie przypuszczałam, że po tygodniu spędzonym z Jaśkiem będę marzyć (tak, dosłownie MARZYĆ) o przespaniu ciurkiem choćby dwóch godzin.

 

Można płakać ze zmęczenia.

To smutne, ale to prawda. W pierwszych miesiącach macierzyństwa płakałam nie tylko ze strachu czy z powodu bezsilności. Bardzo często wyłam ze zmęczenia, żeby nie napisać z wyczerpania. Jeśli myślisz, że te historie o niejedzących i niepijących matkach są wyssane z palce, albo tworzone tylko i wyłącznie na potrzeby memów – to jesteś w błędzie.

 

Telewizor? Nie znam.

Przez szesnaście miesięcy nie włączyłam telewizora i nie odpaliłam ipli.

 

Przepraszam, gdzie znajdę makaron?

Możesz mi wierzyć bądź nie, ale przez pół roku nie byłam w sklepie. Serio, nie odwiedziłam żadnego supermarketu. Efekt? Kiedy w końcu się wybrałam nie umiałam znaleźć makaronu! Byłam trochę jak tarzan… W MANHATANIE!

 

Można umyć włosy i nie nałożyć odżywki

To może Ci się wydać śmieszne. Bo kto by się przejmował odżywką… Ale dodaj do tego – niepomalowane paznokcie, niewyregulowane brwi i nie zawsze ogolone nogi. Dodaj zęby, które myjesz przed czternastą! Acha. I tu nie chodzi o brak czasu. Tylko.. O brak chęci!

 

To życie może toczyć się w domu?

W założeniach miałam być aktywną mamą, taką co to z dzieckiem pójdzie wszędzie – dosłownie WSZĘDZIE. Planowałam, że wyruszę na zumbę ewentualnie jogę, zaprzyjaźnię z basenem i pozwiedzam kawiarnie. Wierzyłam, że urodzenie dziecka nie skończy się – siedzeniem w domu. A potem urodziłam i… SIĘ ZASIEDZIAŁAM.

 

To dziecko może mieć pomidorową w uszach

Że dziecko brudzi się w trakcie jedzenie wiedziałam. Przypuszczałam nawet, że może mieć brudne spodenki i co nieco może kapnąć pod śliniak. Zakładałam brudną podłogę (ale nie fest zafajdaną). Ale kurde przez myśli mi nie przeszło, że moje dziecko będzie mieć pomidorową w uszach, a nawet… SPAGETHHI.

 

Czy to coś na dnie wanienki to… kupa?

Wiedziałam, że dzieci robią kupy. I że robią je częściej niż dorosły człowiek, nawet ten z biegunką. Ale że będę je wyławiać z wanienki… NIE WIEDZIAŁAM.

 

JEDNAK NAJBARDZIEJ ZASKOCZYŁO MNIE TO…

Że będę tak cholernie kochać kogoś kto – nie daje mi się wyspać, nie daje mi porządnie zjeść, pluje we mnie brukselką i potrafi rzucić makaronem, ślini się, nie słucha i wrzeszczy… głośniej ode mnie. Nie wpadłam chyba na to, że będę kochać gościa, którego ulubionym zajęciem jest granie na nerwach, moich osobistych nerwach!

 


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂