Mama

Trzy krępujące sytuacje porodowe

15 stycznia 2018
SONY DSC

Ostatnio pisałam Wam o tym, że nie boję się kolejnego porodu. Podtrzymuje. Nie boję się tego całego fizycznego zamieszania – skurczów, drgawek, wymiotów, a niech tam nawet zsikania. Pierwszy poród niejako odarł mnie ze wstydu i to tak skutecznie, że drugi raz mogłabym rodzić w asyście studentów ginekologii. Ba! Mogłabym rodzić nawet  na planie Lekarzy, Ostrego Dyżuru czy Doktora House. I uwierz mi, Ty też byś mogła…

Każda z Nas ma inny próg bólu i myślę, że tak samo jest ze wstydem. To co dla jednej będzie krępujące dla drugiej może być w granicach normy, przykład? Dla niektórych kobiet już samo badanie ginekologiczne jest stresujące i nie czują się w tym czasie komfortowo. Z drugiej strony są Panie, które bez krzty zażenowania poddają się szpitalnej lewatywie. I tak, obie są w porządku!

Ale do sedna. Powiedzcie mi, czy poród ani trochę Was nie zawstydzał – w sensie, czy na tej sali nie działo się nic krępującego? Czy nie chciałyście momentami uciec ewentualnie nakryć się kocem i już do końca porodu spod tego koca nie wyjść? Bo ja momentami chciałam.

Po pierwsze…

Wstydziłam się krzyku – cholernie naturalnego i standardowego, bo rodzące przecież  krzyczą (widzimy to na filmach i znamy z opowieści). I rzeczywiście, chyba jest tak, że większość z Nas z tym krzykiem problemów nie ma i po prostu się drze , ALE – uwierzcie mi – na fotelach ginekologicznych zasiada też introwertyczna mniejszość.

Po drugie…

Klęczenie na łóżku porodowym. Nie wiem jak Ty, ale ja z pozycjami rodzenia zapoznałam się  dużo, dużo wcześniej i zaplanowałam nawet, które z nich wypróbuję. Klęczenie na łóżku porodowym (czyli wypinanie tyłka) uplasowało się najwyżej i miało być – uwaga – moją ulubioną pozycją porodową. Nie przewidziałam jednak, że będzie też… najbardziej krępujące!

Po trzecie…

Bałam się, że zrobię kupę. Śmieszne? Obrzydliwe? A może nie na miejscu? Szczerze? Mam to gdzieś. Trzeba o tym mówić, bo dla wielu z Nas to ogromny problem! Skurczom partym towarzyszy uczucie oddawania stolca! I mam tu namyśli naprawdę gigantyczną potrzebę. Taką – niecierpiącą zwłoki. Czy uwierzysz jeśli napiszę, że zamiast skupiać się na oddechu, starałam się kontrolować zwieracze?

Dlaczego na początku tego tekstu napisałam, że poród niejako odarł mnie ze wstydu? Bo kiedy skurcze stały się nie do wytrzymania przemieniłam się w dzikuskę i było mi dosłownie wszystko jedno. Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że na sali porodowej zrobiło się w tłoczno, bo oprócz położnej pojawił się neonatolog, ginekolog, anestezjolog i ze trzy dodatkowe pielęgniarki…

Jestem o jeden poród mądrzejsza i już wiem, że nie ma się czego wstydzić. Na sali porodowej panują inne standardy. Cokolwiek tam zrobisz, powiesz czy wykrzyczysz – i tak zmieścisz się w normie. Naprawdę, nikogo nie wzruszy: Twój wypięty tyłek, łacina czy puszczenie bąka. Norma… To wszystko jest norma! Nie wysilaj się nadludzko przy goleniu, układaniu włosów czy robieniu makijażu (bo i takie kwiatki się zdarzają). Olej prasowanie, bo nawet jeśli na bloku pojawiasz się w wersji na Boginię to na bociankowie będziesz wyglądała raczej jak wiewiórka.

Taka, rozjechana…


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂

JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,