Mama

Poziom przerażenia matki jest kompatybilny z poziomem płaczliwości nowo narodzonego dziecka

31 sierpnia 2019
753bcd52-707c-4e28-a3d2-8b2f08610b05

 Wchodzisz do szpitala w dziewiątym miesiącu ciąży. Rodzisz dziecko. Wracasz do domu. Jesteś w pełni ukształtowaną i pewną siebie mamą. No niestety, tak to nie działa…

Pierwsze miesiące mojego macierzyństwa sponsorowało pytanie ‚czy ja oby na pewno nadaję się na matką?!’  łamane przez rzeczownik ‚wątpliwości’. Byłam w miejscu, w którym każda napotkana matka wydawała mi się bardziej kompetentna, mądrzejsza, zorganizowana. Każda z nich zajęłaby się Janem lepiej.

Robiłam to czego robić nie wolno – porównywałam się. I nie, to nie była obiektywna ocena. Buzujące hormony skutecznie zniekształcały obraz i wyolbrzymiały potknięcia. Byłam dla siebie okrutna. Totalnie niewyrozumiała. ‚Powinnaś wiedzieć! Heloł, powinnaś umieć!’ Byłam ofiarą bajek, pseudo poradników i reklam pampersa.

Czy jestem wystarczająco dobra?! To pytanie dręczyło mnie chyba przez rok.

W moim macierzyństwie nie było przypadków. Takie rzeczy jak choroby wieku dziecięcego tudzież zachowania typowe dla niemowląt (małe dzieci płaczą, wiadomka) po prostu nie istniały. Była za to wina. MOJA WIELKA WINA. Obwiniałam się za wszystko – kłopoty z zaśnięciem, śluzowatą kupę, maluteńką krostkę. Wszystko co złe działo się z mojej winy i było wynikiem mojej niekompetencji.

Nie jestem pewna czy moja samoocena kiedykolwiek była tak niska. Obawiam się, że nie.

Czas zdominowany przez stres. Tak właśnie opisałabym ‚pierwsze chwile z dzieckiem’. Moim pierworodnym synem. Radość pojawiła się później. Mniej więcej wtedy gdy włożenie bodziaka przez głowę przestało być dla mnie wyczynem porównywalnym do przepłynięcia kanału La  Manche. Wpław!

Jestem przekonana, że – poziom przerażenia matki jest kompatybilny z poziomem płaczliwości nowo narodzonego dziecka. Serio! Matki rozhisteryzowanych bąbelków nie są ‚poddenerwowane’. One są posrane! Ja byłam posrana. Na szczęścia z każdym kolejnym dniem mniej. Pomału się przyzwyczajałam, zdobywałam punkty, odnotowywałam sukcesy. Uśpiłam, uspokoiłam, prawidłowo odbiłam…

Moje macierzyńskie ego rosło. Pojawił się spokój. Przyszła satysfakcja.


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,