Mama

Poród – jak to właściwie wygląda?

8 stycznia 2018
SONY DSC

Pamiętam jak kilka tygodni przed porodem w jedną noc przeczytałam książkę Położna 3550 cudów narodzin – wierz mi bądź nie, ale ja z każdą kolejną stroną coraz mocniej NIE MOGŁAM SIĘ DOCZEKAĆ mojego, osobistego porodu.

W tym miejscu muszę Ci coś wyznać. Jestem dziwna – nigdy nie bałam się porodu. Spytasz, jak to w ogóle możliwe?! Czy na prawdę nie przerażał mnie fakt, przeciśnięcia przez kanał rodny dorodnej pomarańczy? No dobra, może odrobinę tak, ale… Gdzieś tam w  głębi miałam obraz pra pra babki, która ową pomarańcze rodziła w drewnianej chacie przy pomocy wiejskiej akuszerki… I dała radę! No to sorry,  ja mam nie dać?!

Rodziłam w szpitalu – tak BARDZO dobrze go wcześniej sprawdziłam. Wiedziałam, że będę rodzić w klimatyzowanej sali z prysznicem, wyposażonej w piłkę, drabinkę oraz worek sako. Wykupiłam indywidualną opiekę położnej Wierzyłam, że będzie dobrze i… RZECZYWIŚCIE TAK  BYŁO!

Tylko proszę, nie myl tego dobrze z pięknie. Nie oszukujmy się – porody nie są piękne. To ciężka, fizyczna praca w czasie której naprawdę WSZYSTKO może się zdarzyć. Wiele kobiet boi się krwi i wstydzi potu – uwierz mi ta krew, pot i wody płodowe są niczym w porównaniu z moczem, kałem i wymiocinami. Tak, możesz zwymiotować, zsikać się, a nawet zrobić coś grubszego… I nie, nie musisz się tego wstydzić. To normalne, tylko (niestety) mało się o tym mówi.

Czy na poród można się przygotować? Wydaje mi się, że nie. Można spakować torbę i przeczytać milion poradników, ale to jest mniej więcej tak jak z macierzyństwem – po prostu NIE WIESZ co przyniesie przyszłość. Na tej sali dzieją się dziwne rzeczy, a Ty nad połową z nich nie jesteś w stanie zapanować. Na przykład ja miałam drgawki – serio, trzęsłam się jak osika i za cholerę nie umiałam tego opanować. Po raz pierwszy w życiu nie miałam kontroli nad ciałem. Moim osobistym, które przecież znam!

No dobra ja tu gadu, gadu o drgawkach – a co z tym bólem…

Powiem Ci tak, na ten rodzaj bólu się nie przygotujesz. Ale nie martw się, dasz radę! No nie będziesz miała wyjścia 😀 Jeśli jesteś statystyczną ciężarną to z pewnością przeanalizowałaś już tysiące metod jego łagodzenia – znam to, bo też tam byłam. Dla przykładu – wymyśliłam sobie, że wejdę pod prysznic. A potem stanęłam w brodziku… O mój Boziu jak ja się myliłam. W wodzie skurczę stały się nie do wytrzymania, a przez parę nie umiałam oddychać. Kolejny niewypał to TENS (prądy elektryczne), kiedy położna przykleiła mi do pleców diody myślałam, że zwariuje i oderwę je razem ze skórą. Nie przekonasz się, która metoda łagodzenia bólu jest dla Ciebie najlepsza, dopóki jej nie wypróbujesz. Kropka.

Chcesz wiedzieć co przyniosło mi ulgę?

W pierwszej fazie – MASAŻ. Cudowna sprawa, szczególnie jeśli ból zaczyna promieniować na plecy (w moim przypadku dolny odcinek kręgosłupa). Tak na marginesie… najlepiej robiła go położna (wcale nie mój mąż… J ). A wiesz co pomogło mi w drugiej fazie? ZEGAR! Dasz wiarę, że spytałam położnej ile to jeszcze potrwa? Musiałam wiedzieć, inaczej  nie zebrałabym się w sobie i nie zaczęła walczyć.

Dlatego tak cholernie ważna jest położna. Jeśli trafiłabym na jakąś mało empatyczną i trzymającą się schematów kobietę, usłyszałabym pewnie, że mam nie wymyślać tylko przeć, bo niby skąd ona ma to wiedzieć.  A Moja Pani Grażynka…. ZROZUMIAŁA. Usłyszałam, że przed Nami jeszcze dwie godziny. DWIE GODZINY? Wytrzymam!

Jeśli zastanawiasz się, która część porodu jest gorsza… To przestań. Nie słuchaj opowieści o skurczach rozwierających trwających dwadzieścia cztery godziny ani historii o całonocnym parciu… Ja się nasłuchałam i wierzyłam, że ta druga faza przyniesie mi ulgę. Rozumiesz, trochę poprę i zobaczę Jana. Yhy. Mój syn przyszedł na świat po (prawie) pięciu godzinach parcia! Co absolutnie nie oznacza, że w Twoim przypadku też tak będzie…

Czy boje się kolejnego porodu? Nie! To trudne, ale w gruncie rzeczy POZYTYWNE doświadczenie. Od kiedy urodziłam dziecko jestem silniejsza. Serio! Nie złamał mnie ból, jeden z najsilniejszych. I nie chodzi mi bynajmniej o zgrywanie bohaterki. W dodatku jakieś heroicznej. Żaden tam ból dla bólu albo w imię macierzyńskiej miłości. To była moja osobista walka. Moja decyzja. Chciałam doświadczyć swojej kobiecości w ten cholernie inny i niesamowity sposób. Ale podkreślam – ja się nie bałam i nie miałam wątpliwości. Jeśli w głębi duszy czujesz, że nie dasz rady i poród naturalny nie jest dla Ciebie – błagaj o cesarkę.

Bo tak, cesarka to też poród (nie zawsze łatwiejszy!)


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂

JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • O KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY)
  • LAJKA EWENTUALNIE SERDUSZKO
  • UDOSTĘPNIENIE

ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,