Mama

O tym jak stałam się żywym wcieleniem koszmaru

11 sierpnia 2017
SONY DSC

Stało się, zostałam zmorą ciężarnych. Najgorsze jest to, że nawet nie wiem kiedy, nie wiem jak! Zawsze powtarzałam, że nie będę – nie będę radzić i nie będę się wymądrzać. No bo, na co komu moje doświadczenie? Żeby chociaż było kilku letnie i mówiło w trzech językach.

Jak ja tego nie lubię. Nie lubię sprzedawania patentów, udzielania porad, a już w szczególności dzielenia się JEDYNYM słusznym sposobem. No po prostu nie lubię jak mi ktoś urządza życia, wchodzi w nie butami, ma ochotę deptać lub ustawiać po swojemu. I na prawdę nie ważne czy chodzi o jakąś pierdołę typu zamiast hamburgera zafunduj sobie sałatę, czy o zakup domu. Serio, nie musisz mi robić wykładu na temat tłuszczy trans – mam swój rozum, swoje sumienie i wątrobę.

Mam nieodparte wrażenie, że absolutnie każdy przełomowy moment w Naszym życiu, musi być okraszony uwagami. Rozumiesz? Dobra rada na każdą okazję.  Bo tak, kiedy szykowałam się do ślubu nasłuchałam się o kwiatach co mi zwiędną na weselnych stołach, o pijanych kamerzystach nawet o rosole bez oczek. Urządzali Nam ślub. Ludzi, którzy sprzedawali Nam patenty na udany związek było całe mnóstwo. I nie, to nie zawsze były doświadczone stażem pary. Straszyli śmierdzącymi skarpetkami i nie ogoloną nogą! Jednym słowem – kosmos. Zamiast maksymalnie skupić się na sobie, poświeciliśmy całą masę energii na odbijanie niepotrzebnych uwag tudzież sugestii.

Potem zaszłam w ciążę i zaczęły się okołoporodowe porady. Całe mnóstwo porad, różnych uwag, nawet przepowiedni! Mimo tego, że żyjemy w dobie papierowych książek, ba! w dobie internetu, nasłuchałam się o: nie patrzeniu w ogień, konsekwencjach przechodzenia pod sznurem i o  konieczności wiązania czerwonej wstążeczki! I to tylko kilka surrealistycznych perełek, które usłyszałam w czasie, w którym powinnam zażywać spokoju.

A kiedy urodził się Jasiek, mój telefon nie przestawał dzwonić. (Prawie) obcy ludzie walili do drzwi. I nie to, że z ciastem… Nie, nie. Wpadali z dobrą radą czyli taką, która z dobrem jest sprzężona jak nutella z odchudzaniem. Rozumiesz, że słabo?

No chyba nie muszę Ci tłumaczyć jakie to irytujące, prawda?

I tak oto, proszę Państwa wspięłam się na barykady i stanęłam po TEJ drugiej stronie – weszłam w buty doświadczonej matki (haha) czyli matki roczniaka (buhaha). Jednym tchem zaczęłam opowiadać o: wyższości chusty nad wózkiem, piersi nad mieszkanką, najlepszym kremie, a nawet pieluchach! A kysz ze mną, a kysz!

To takie proste – stanąć z boku, trochę się przyczaić (nawet nie poobserwować) i rzucić poradą. To banał i wielka pokusa, a wiec grzech piekielny! Nie róbcie tego. Serio, nie róbmy sobie tego nawzajem. Heloł! Każdy ma swój rozum 🙂

 

 


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂