Kobieta

O TYM JAK MARZENIA ROZMINĘŁY SIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ ORAZ O TYM JAK OD NOWA TRZEBA BYŁO ZNALEŹĆ RÓWNOWAGĘ

7 czerwca 2017

Nie jestem perfekcyjna. Byłam przeciętną uczennicą, zwyczajną studentką i niespecjalnie zapadającą w pamięć stażystką. Nigdy nie byłam przewodniczącą. Koleżanek miałam kilka, ale z żadną tak naprawdę się nie przyjaźniłam. Nie należałam do bractwa, ani nawet do klanu. Nie organizowałam urodzin. Nie specjalnie atrakcyjna, nie specjalnie zdolna – przeciętna. Aż tu trach – zostałam mamą!

Byłam perfekcyjną ciężarną. Nie piłam kawy, herbatę omijałam z daleka. Nie jadłam smażonego, tłustego i przetworzonego. Żadnych chipsów, żadnej oranżady. Mleko, jogurt, kefir – zawsze pasteryzowane, jajka – tylko ścięta. Nie paliłam i nie piłam alkoholu. Jadłam jarmuż i sączyłam soki. Rozmawiałam z brzuchem. I gładziłam okolice pępka… Pilnowałam badań. Kupowałam i czytałam poradniki. O karmieniu, o masażu i rozwoju motorycznym, o wspieraniu aparatu mowy, o metodach usamodzielniania, o porodzie.

Urodziłam, w miarę perfekcyjnie. Naturalnie i bez znieczulenia. Byłam dzielna.

A potem coś się posypało. Synek płakał, a ja nie wiedziałam jak mu pomóc! Instynkt? Ale jaki?! Chyba samozachowawczy. Nie na żarty byłam przerażona, moją głowę zalewały czarne myśli – nie dam rady, matko nie dam rady…

Miałam plan, ale w żaden sposób nie umiałam go zrealizować. Czułam, że zawodzę – kij, że samą siebie – dziecko zawodzę! Męża! W domu jak na poligonie, brak obiadu i uprasowanych koszul. Śmieci same już wychodzą z kosza, Jasiek płacze a ja nie wiem w co te roztrzęsione ręce włożyć.

I znów – co ze mnie za matka! Co ze mnie za żona! Cóż za kobieta!

Jasiek płakał, ja mu wtórowałam. Wszystko nie tak, wszystko źle. Byłam załamana, baby blues? Być może, jednak u mnie wraz z połogiem się nie skończył. Czułam, że nie daje rady, że przygasam. Matko, ile razy chciałam uciec, gdzieś się w głuszy zaszyć.

Stanęłam pod ścianą. Wiedziałam, że nie ma odwrotu. Że do przodu, krok za krokiem trzeba… Nie myśl, że to było jakieś oświecenie. Że pewnego dnia tak po prostu wstałam i się ogarnęłam. O nie! To był proces – powolny, trochę żmudny. Pierdyliony monologów doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem teraz.

Zrozumiałam, że nie muszę być perfecta, że to niemożliwe. O tak, cholernie łatwo jest być perfekcyjną mamą kiedy jesteś w ciąży. Łatwo jest planować, mówić, że u Ciebie tak nie będzie, że dasz radę… No niestety, life is brutal. I trzeba to zaakceptować. Pogodzić się z faktem, że nie jest i nie będzie łatwo. Że macierzyństwo to seria upadków, mniejszych i większych potknięć. To nie łatwe decyzje, trudne wybory, rezygnacja.

Ale matka to fajterka, która ma na drugie SIŁA!

 


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

 

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂