Mama

O tych rzeczach żadna świeżo upieczona mama Ci nie powie, bo się WSTYDZI

4 września 2017
DSC_1399 1

Nie znam kobiety, która będąc w ciąży nie tworzyłaby w głowie mapy pod tytułem, moja droga powrotu do normy – czyli formy sprzed dziewięciu miesięcy. Do płaskiego brzucha, jędrnych pośladków, smukłych nóg i do twarzy nie przypominającej bezy ewentualnie pączka i to takiego w lukrze. Wszystkie jak jeden mąż, marzymy o tym by w trzy godziny po porodzie wyglądać (i poruszać się)  jak Kata Middleton ewentualnie Ania Lewandowska. I na dobrą sprawę nic dziwnego w tym nie ma, bo wszystkie chcemy być sexy – dla siebie, dla męża, trochę dla sąsiadki… No lubimy się pokazać, po – pro – stu!

Bo jak się człowiek na te wszystkie Wendzikowskie napatrzy, to wychodzi z założenia, że ten tyłek – wcale nie wciśnięty! – a wyeksponowany w szortach jest poporodowym standardem. No niestety, u większości kobiet nie jest. Ale nie tym karmią Nas media, nie sprzedają Nam historii o nadmiernych kilogramach, tłustych włosach i niewydepilowanych nogach. Na żadnej pierwszej stronie, nie znajdziesz opowieści o tym jak zaspana i totalnie wymęczona Kasia Cichopek walnęła głową w lustro, bo była święcie przekonana, że to dalszy ciąg korytarza (to ja!). Nie przeczytasz o Kim Kardashian, która nie to, że masełkiem – a spożywczym! – masłem się wysmarowała.

Wkurzam się! Na trąbienie o sexy mamuśkach oraz na to, że podobno tydzień po porodzie można wyglądać jak milion dolarów (albo nawet dwa!). Że to kwestia organizacji, zarządzania czasem albo co najgorszeCHCENIA. Bo wiesz, podobno jak człowiek chce to może zrobić wszystko – i chatę wypucować i siebie ogarnąć. Bo jak dziecko na ramieniu dynda to masz wolne ręce, prawda? A guzik z pętelką!

Powiem Ci jak to wygląda. Tak NAPRAWDĘ – bez ściemniania.

Seksu to ja na tej porodówce nie widziałam, na oddziale noworodków też nie! Kobiety wymęczone skurczami, wielogodzinnym parciem, zwijające się w kłębek z powodu obkurczającej się macicy nie przywodziły na myśl absolutnie żadnej gwiazdy! I wiesz co? Na palcach jednej ręki, mogę policzyć ilość pryszniców które w ciągu dwóch pierwszych dób po porodzie ja i moje szpitalne  współlokatorki wzięłyśmy łącznie, a było nas w pokoju TRZY! Owszem zdarzył się pewien fenomen. Pani z sąsiedniego pokoju, bezpośrednio po porodzie udała się – uwaga! – ogolić nogi. Wieść o tym rozeszła się jak świeże bułeczki. Serio, nawet położne o tym trąbiły! I ja determinacje tej kobiety podziwiam, bo sama z łóżka zwlec się nie umiałam. I to mimo szczerych chęci.

A czy po powrocie do domu coś się w naszej higienie zmienia?

Owszem prysznic bierzemy minimum raz na tydzień i to jeśli, ktoś łaskawie nam przypomni. Rozumiesz? Jak powie, że TRZEBA. Oczywiście trochę sobie żartuję, ale prawda jest taka, że przy noworodku nie ma mowy o regularności! Kąpiesz się jak znajdziesz na to czas, ewentualnie siłę. Bo tak, zdarzały się takie wieczory, że szczytem moich pielęgnacyjnych możliwości było wyszczotkowanie zębów. Bo padałam na twarz (broń Boziu na cycki!) ze zmęczenia. Bo szkoda mi było tych piętnastu minut marnować na prysznic, skoro mogłam sobie wtedy uciąć drzemkę. Tak! Piętnaście minut nieprzerwanego snu, dla każdej świeżo upieczonej matki brzmi jak mała czarna i to z podwójnym cukrem!

Nogi po raz pierwszy wydepilowałam, w chwili gdy krzaczory zaczęły przedzierać się przez bawełniane legginsy. Rzeczywiście, to był moment w którym zebrałam się w sobie i pomaszerowałam do łazienki z brzytwą, choć na dobrą sprawę mogłam z kosiarką. I to taką spalinową.

A chcesz wiedzieć, jak często myłam włosy? No cóż, za każdym razem jak MUSIAŁAM wyjść do ludzi, czytaj do pediatry tudzież Biedry. Chociaż nie, do Biedry wychodziłam w strąkach. Tak to był ten moment, w którym żałowałam, że nie noszę dredów, bo to załatwiałyby sprawę czesania.

Ale nieogolone nogi i hełm na głowie, to nie wszystko. Są jeszcze takie detale jak: zrogowaciały naskórek na piętach, niepomalowane paznokcie, przesuszona skóra, niewybalsamowane ciało, brak peelingu, brak maseczki – generalnie pierdyliony kwestii, które w żaden sposób nie przybliżają Cię do miana seksownej mamuśki. A nie, sorry jest taka jedna rzecz, którą można uznać za ociekającą seksem – CYCKI WIELKOŚCI GŁOWY.

Drogie Panie, nie dajmy się zwariować! Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy źle zorganizowane, bo nie znalazłyśmy czasu na antycellulitowy masaż tudzież depilacje (oczywiście kompleksową!). Pierwsze tygodnie z dzieckiem to hardcore. Rozumiesz? Istny rollercoaster. Cała fura zmian do ogarnięcia, do przeorganizowania i przełknięcia. Bo tak, pewne rzeczy musisz przetrawić i rozłożyć na czynniki pierwsze. Musisz się ogarnąć, ale tak PSYCHICZNIE! Serio, jeszcze zdążysz się wylaszczyć – golarka nie zając, nie ucieknie.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂