Mama

O kobiecie, która wie wszystko czyli: nadmatki istnieją

19 lutego 2018
zdj

Od czasu do czasu trafiam na teksty o nadmatkach – kobietach, które wszystko wiedzą lepiej (tak, również na temat Twojego dziecka). I powiem Wam szczerze, że trochę się tym tekstom dziwiłam. Myślałam sobie: serio? Komuś się tak chcę? Za mało własnych problemów? Byłam prawie pewne, że są przesadzone. Myliłam się. Nadmatki istnieją…

Zacznę od tego, że: staram się wychodzić z synem codziennie. Ale wiecie, czasem mi się nie chce (zwyczajnie, po ludzku nie chcę) więc zamiast biegać w mrozie chowamy się pod kocem. Czytamy bajki, bawimy się klockami, malujemy etc. Jestem zmarzluchem. Kocham farelki, termofory i pluszowe kapcie.

A teraz przejdę do meritum: kobieto nie pouczaj mnie.

Jakiś czas temu spacerowałam z Janem po osiedlu. Wiesz jak to jest – idziesz z wózkiem (tudzież bez) i mijasz inne mamy (tudzież babcie). I te mamy czasem zagadują. Wymieniacie się rozmiarem buta, kolorem kupy, wagą tudzież opiniami o pediatrze – i to jest okej. Ale kiedy trafiasz na Nadmatkę…

Długo już spacerujecie? – pyta jakaś zatroskana.

– Godzinę. Właśnie wracamy. – odpowiadam nieziemsko z siebie dumna, bo godzinę całą wytrzymałam. Na mrozie!

Tak krótko? Godzina to MINIMUM! Również w niepogodę…

Zastanawiam się przez chwilę, co ta matka ma na myśli mówiąc niepogoda, bo ja tym słowem określam  – typową zimową aurę. W niepogodę chodzę przez godzinę, góra półtorej ewentualnie zmykam po pół i wracam za godzinę, po ciepłej herbacie. Ale ja wiem, rozumiem – tyle się mówi o leśnych przedszkolach, wychowaniu w duchu Montessori, o bliskości przyrody (nie tylko rodzica), tak więc kiwam głową i nieśmiało mówię, że Nam zimno.

Wtopiłam.

Zimno? Co Pani mówi, im nie jest zimno! W kombinezonie? I ciepłych rajtkach?!

No tak, w kombinezonie! I rajtkach! Przecież nikomu nie może być zimno w rajtkach, prawda? Nawet mojemu synowi, który poliki ma w kolorze purpury i co jakiś czas woła, że do domu.

Po co te przechwałki? Czy to jakiś nowy sposób na podbudowanie ego? Kobieto, nie interesuje mnie ile czasu spędzasz ze swoim dzieckiem na dworze tudzież polu. NAPRAWDĘ. Mam swój rozum i termometr. Kiedy mi zimno to zwijam do domu, a nie marznę!

Wychowujmy swoje dzieci po swojemu, a te wszystkie interwencje zostawmy może dla MOPSu, co? Będzie Nam się żyło lepiej. Naprawdę! To dobrze, że karmisz swoje dziecko jarmużem, chodzisz z nim po dworze, zabierasz na basen czy inną gimnastykę. I nawet fajnie, że mi o tym opowiadasz, bo może mnie zainspirujesz. Ale błagam Cię, nie pouczaj. Nie zachowuj się tak jakbyś zjadła wszystkie rozumy i była… NADMATKĄ.

Uwierz mi,

nie jesteś.


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

  • EwkaJJ

    To ja nie będę zatem mówić głośno że z moim rozhisteryzowanym o wszystko synem (w wózku też histeria) po prostu nie mam ochoty wychodzić w ten mróz czy deszcz, bo nie dość że zimno, to jeszcze jego wrzask na pół osiedla już przy ubieraniu w te rajtki i znienawidzony kombinezon powoduje że mi ręce i cycki opadają i odechciewa się wszystkiego łącznie ze spacerem. Czekam z utęsknieniem na wiosnę i umiejętność siadania u syna, może w spacerówce będzie zajęty oglądaniem świata a nie wrzaskiem 😉 Także podziwiam że Pani się chce starać codziennie i że aż godzinę w ten mróz 🙂 Mnie się już nie chce nawet starać. A wszystkim nadmadkom mam ochotę zadać tylko jedno pytanie : „mamusia i tatuś nie chwalili za młodu i teraz się pani musi dowartościować?” Ciekawe co by taka odpowiedziała 🙂
    Pozdrawiam 🙂 🙂

    • Moglie

      Na pocieszenie powiem, że moje dziecię tak samo nie cierpiało wózka, więc znam ten ból 🙂 W zeszłą zimę młody jeździł w gondoli i też za często nie wychodziłam, bo podobnie jak u Was były histerie,a ubieranie w kombinezon to był po prostu koszmar. Niestety w spacerówce nie było wcale lepiej – Jaś siedział spokojnie max 15 min, potem chciał na ręce. Z ulgą odetchnęłam jakiś miesiąc temu, bo zaczął chodzić i spacery zaczęły mu się w końcu podobać 🙂 Mam nadzieję, że Twój synek spacerówkę polubi:) Pozdrawiam!