Mama

Nie odwracam uwagi mojego dziecka gdy płacze, bo inaczej nie nauczę go TEJ rzeczy…

12 stycznia 2018
SONY DSC

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś ze swoim mężem (tudzież partnerem) na wycieczce rowerowej, bawicie się w najlepsze, śmiejecie, gadacie, w końcu zaczynacie ścigać i… Bach! Lecisz z tego roweru na łeb na szyję i wywijasz porządnego orła. Nie dość, że potargałaś sobie ubranie to jeszcze zdarłaś kolano! Patrzysz na męża, a ten machając na wszystkie strony palcem drze się zobacz Harry Potter!  Brzmi absurdalnie, prawda?

Jesteśmy u babci. Jan opróżnia szufladę z pokrywek. W końcu postanawia ją zamknąć – pech chciał, że razem z palcem… Zaczyna się lament. Wszyscy podrywamy się z krzeseł i pędzimy w stronę poszkodowanego. Biorę młodego na ręce i zaczynam dmuchać. Przytrzasnąłeś sobie palec więc boli, ale zobaczysz – zaraz minie… I tu wkracza babcia ze swoim: Zobacz! Jaki ładny ptaszek!

Znasz to? Na pewno! Nasi rodzice (tudzież dziadkowie) po mistrzowsku odwracają dziecięcą uwagę. Upadł i płaczę? O zobacz jaki ładny ptaszek! Nie udało mu się złączyć klocków i histeryzuje? Puk, puk – kto tam?! Jest jeszcze kultowe nic się nie stało ewentualnie taki duży chłopiec, a beczy…

Kochana babciu, dziadku ewentualnie ciociu czy Wy nigdy nie płaczecie? Naprawdę w Waszym oku nigdy nie zakręciła się łza? Czy do łez nie doprowadziła Was utrata pracy, czyjaś choroba albo dajmy na to deszcz?

Dzieci nie wpadają w histerię bez powodu. Świat półtorarocznego szkraba to mama, tata i klocki. Wiem, że porównywanie otartego kolana z utratą pracy może wydawać się śmieszne, ale dla takiego malucha nie ma większego problemu od źle złączonego klocka ewentualnie znikającej za drzwiami łazienki mamy. Serio! Codziennie obserwuję jak mojemu dziecku wali się świat bo: nie mógł otworzyć piekarnika, wykąpać się w kiblu ewentualnie napić z niego wody, złożyć klocków, trafić do sortera, spędzić połowy dnia na placu zabaw…

Gdybym na problemy mojego syna patrzyła ze swojej, dorosłej perspektywy pewnie reagowałabym podobnie jak moja mama – oj tam oj tam, nic się nie stało. Nie robię tego. Dlaczego? Po pierwsze jestem zdania, że każdy wiek ma swoje trudne sprawy, po drugie (zdecydowanie ważniejsze) chcę żeby moje dziecko umiało swoje emocje, uczucia i pragnienia nazwać.

Jaki komunikat wysyłamy malcowi wskazując na wyimaginowanego ptaszka w momencie gdy  on przeżywa najprawdziwszą tragedię? Czy nie mówimy mu przypadkiem czegoś w rodzaju Twoje uczucie nie są dla mnie ważne?

Kupujemy brzdącom książki. Uczymy kształtów i kolorów. Wspólnie poznajemy warzywa! a szkoda nam DWUDZIESTU MINUT na przestudiowanie z malcem emocji. Nie nazywamy i nie wyjaśniamy. Skąd taki maluch, ma do licha wiedzieć co się z nim dzieje i jak sobie z tym czymś poradzić?! Są rodzice, dla których kamieniem węgielnym rodzicielstwa jest nauka manier – uczą zaklęć. Proszę, dziękuje, przepraszam. Jednak ani razu nie powiedzieli malcowi jak poradzić sobie ze złością.

Mimo tego, że moje dziecko ma dopiero półtora roku rozmawiam z nim o uczuciach oraz o tym czego aktualnie doświadcza. Kiedy młody rzuca klockami, biorę głęboki oddech i mówię, że się zdenerwował/ jest rozczarowany/ rozżalony albo smutny. Kiedy wiem, co było powodem konkretnej histerii to mówię wprost – jesteś zły, bo mama nie pozwoliła/ nie kupiła / nie udało Ci się. To naprawdę nie jest trudne, chociaż muszę przyznać, że  bywa czasochłonne – pewnie wskazanie wyimaginowanego ptaszka szybciej ucięło by jęki… Ale nie przyniosłoby też pozytywnego, długofalowego efektu.

Kiedy patrzę na rozpadające się związki oraz sfrustrowanych ludzi to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podstawowym problemem zarówno pierwszych jak i drugich jest brak komunikacji i to nie tylko z partnerem, ale i z samym sobą. Masa ludzi nie potrafi nazwać swoich emocji, nie potrafi mówić wprost o uczuciach i swoim potrzebach. Ludzie nie wiedzą co ich cieszy, co smuci i co przeraża. Czy tylko ja mam wrażenie, że masa ludzkich problemów wynika tylko i wyłącznie z tego, że nie potrafimy mówić wprost o uczuciach? Może nie potrafimy jasno artykułować Naszych potrzeb, bo… NIKT NAS TEGO NIE NAUCZYŁ?

Mam cichą nadzieję, że dzięki tym obfitym tłumaczeniom mój syn wyrośnie na empatycznego i wrażliwego faceta, który wie czego chce i dokąd zmierza. Mam nadzieję, że za x lat nie będzie miał problemu z identyfikacją swoich potrzeb, upodobań i preferencji. Liczę na to, że będzie wiedział kim jestem i co w danym momencie czuje. I co najważniejsze, będzie potrafił to przekazać – a więc kiedy pokłóci się ze swoją żoną nie przeistoczy się w kamień tylko powie „no sorry, trochę się wkurzyłem, bo nie lubię/ nie podoba mi się / ewentualnie nie tak to sobie wyobrażałem…”


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂

JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,