Mama

Nie ma macierzyństwa bez: bajek, przypalonej zupy i kiełbaski

12 kwietnia 2018
zdj 1

Dzisiaj opowiem Ci o tym jak bardzo NIE idealna jestem i nie, to nie będzie wpis o rozstępach tudzież cellulicie. Napiszę Ci o macierzyństwie z przymrużeniem oka albo (jak wolisz) prawdziwym…

Znam kobiety, które będąc w ciąży pucowały wszystkie kąty i po DZIESIĘĆ RAZY prasowały ubranka. I znam takie, które: nie dotknęły nawet domestosa, a ubranka (co najwyżej) uprały…

Nie jestem idealna, chociaż momentami naprawdę bym chciała. Serio! Chciałabym wstawać o piątej żeby wziąć gorący prysznic, zrobić śniadanie i jeszcze podszykować obiad (taki dwudaniowy!). Marzy mi się absolutnie zdrowy, pełnowartościowy deser i pyszna kolacja. I dom – taki wysprzątany z czystym dywanem i błyszczącym oknem, bez kurzu i brudnej podłogi. No i ja – wypachniona, wypielęgnowana i najlepiej…. WYPOCZĘTA!

Doszłam jednak do pewnego wniosku: nie da się mieć: wysprzątanego domu, dwudaniowego obiadu, ogolonych nóg i zadbanego dziecka jednocześnie. Serio. Po prostu się nie da. Dlatego odpuszczam i:

Nie gotuję zup. Po pierwsze nie lubię, a po drugie NIE POTRAFIĘ. Serio. Można być matką i –  nie umieć gotować. Kiedyś naparzałam zupy codziennie i wiesz co? Jadłam je sama, bo moim ‚dzieciom’ – nie smakowały!

Generalnie porządki robię… Tfu! W ogóle ich nie robię! Staram się (powtarzam: staram się) sprzątać na bieżąco, w sensie: codziennie ogarniam kuchnie – myje blaty, stół, kuchenkę; potem przytulam się do łazienki i szoruję toaletę, między czasie M odkurza mieszkanie. Tyle. Nie składam i nie prasuje ubrań, nie mam na to czasu ewentualnie jest mi go po prostu szkoda!

Wychodzę z dzieckiem na spacer, bo… Nie chce mi się z Nim bawić. No wiem, brzmi okropnie, ale ja naprawdę tak robię. Lubię czytać z Janem książki ewentualnie układać klocki ale kiedy mam udawać kota albo biegać za samochodzikiem jestem (delikatnie mówiąc) bardzo nieszczęśliwa. Nie znoszę. Naprawdę. Możesz mnie nazwać straszną i egoistyczną matką, ale ja tego NIE CIE-RPIĘ. Dlatego wychodzę. Na plac zabaw, do parku, na salkę, gdziekolwiek byleby nie siedzieć w domu.

Zdarza się, że mój syn je: zwykłą, białą bułkę i frytki z ketchupem. Nie codziennie i nie na główne dnie. Po prostu czasem wyjada Nam z talerzy. I co ważne –  żyje.

Nie jestem idealna. Czasem nie umyje bidonu, nie wezmę na wycieczkę pieluch albo nie ugotuję obiadu. I trzy miesiące temu jeszcze się tym przejmowałam. Serio, wyzywałam siebie od najgorszych i totalnie niezorganizowanych matek.

Teraz wiem, że inaczej się po prostu nie da. Trzeba odpuścić. Trzeba czasem wyluzować! Popełnić błąd, a potem się z niego pośmiać. Bo idealne macierzyństwo nie istnieje. Nie ma macierzyństwa bez bajek, przypalonej zupy i parówki tudzież kiełbaski. Nie ma, no nie ma! Człowiek zawsze coś spitoli, o czymś zapomni, czegoś nie dopatrzy. Czasem jedyne co musimy zrobić to olać. Po prostu olać.

 


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj