Mama

Nie jestem niewolnicą swojego dziecka. Ale czekaj… Czy oby na pewno?!

14 grudnia 2017
SONY DSC

Nie jestem niewolnicą swojego dziecka, ale czekaj… Czy oby na pewno?! Za każdym razem jak słyszę ten tekst to się mocno wkurzam. Bo uważam, że to bzdura. Nie znam matki, która byłaby TOTALNIE wolna!

Opcje są dwie albo jestem słabo zorganizowana albo za wolno się ruszam. Bo jeśli mam być z tobą szczera, to od szesnastu miesięcy nie tylko nie włączyłam telewizora ale również nie przeczytałam dwudziestu stron książki, w sensie jednym ciurkiem. A uwierz – bardzo bym chciała.

Czyli… jednak niewolnica.

Oczywiście w pewnym stopniu, bo to też nie jest tak, że od rana do wieczora lecę na szmacie ewentualnie klocku. Dzięki Bogu zdarzają się chwile wytchnienia! To znaczy – już się zdarzają. W pierwszym roku ich… NIE ZAREJESTROWAŁAM, bo albo nosiałam albo przewijałam. Moje dziecko było jak syrena i nie, nie mam tu na myśli Arielki. Wyło i dzierżyło władzę, bo spanikowana matka przerywała wszystko, łącznie z sikaniem. Bo ten płacz rozpieprzał jej serce!

No dobra – teraz jest lepiej. Dużo lepiej. Mniej karmienia, przewijania i noszenia więc i ta niewola jakby nieco mniejsza, ale jednak CAŁKIEM nie zniknęła. No wiem – TO słowo ma nie fajny wydźwięk i  w dodatku za cholerę nie chce być modne. W macierzyństwie teraz stawia się na siebie. I o Boziu! kto by się poświęcał. Phi, na pewno nie ja! Przecież żadna matka podkrążonych oczu nie ma… Prawda?

Umówmy się – są kobiety, które z macierzyństwa czerpią TYLKO radość i to w nim szukają spełnienia. Ale ludzie, jest też inna grupa! I nie, nie mam tu na myśli matek cierpiętnic, wiecznie nieszczęśliwych i do kolan utytłanych w smarkach. Krążą mi po głowie kobiety takie jak ja, z ochotą na coś więcej niż poranna kaszka! Kobiety, które bardziej od snu potrzebują czasu! Rozumiesz, WOLNEGO

I tu właśnie pojawia się NIEWOLA.

Nie wiem jak Ty, ale ja wolnego czasu nie mam. To znaczy nie mam go prawie, bo czasami uda mi się złapać chwile na przykład na drzemce. No ale, nie oszukujmy się – pół godziny nie załatwia sprawy! Ledwo się rozsiądę i już muszę lecieć, bo jak nie kipi to się znów przypala. A ja bym chciała leżeć i nie musieć wcale! Albo wyjść, ale jak normalny człowiek! Bez tych krzyków, jęków i ścierania potu. MATKO, chciałabym się zająć SOBĄ!

Powiesz, że mam męża… A no mam. Tylko, że przeważnie w pracy. Tak wiem – cholernie nie modna z nas para. Kto to widział, żeby matka zajmowała się dzieckiem. Toż to jakaś patologia! Przecież chłop ma ręce! A, że cycków przy okazji nie ma… No trudno!

Nie mam, no nie mam z kim zostawić dziecka. Serio! Nie mam sztabu ludzi do pomocy – jestem sama. Może nie samotna, ale SAMA. I to z małym dzieckiem. Czyli jednak trochę uwiązana. Bo Jaś ciągle jest u nogi. Jak nie wisi, to się po niej wspina. Jak nie jęczy, to kwiczy ewentualnie płacze.

A potem pisze mi taka, że ona nie jest niewolnicą.

Nosz cholera człowieka trafia. Ona nie jest bo – daje dziecku słoiczki (super, też dawałam dopóki moje dziecko te słoiczki jadło, a że teraz nimi rzyga to już inna sprawa); zamiast wziąć na spacer wypuszcza na ogród – kurde! To może wystawie Jaśka na balkon?!

No ludzie! Ludzie!

Każda matka naznaczona jest syndromem niewolnicy. I nie bójmy się tak tego słowa! Czy tylko ja mam wrażenie, że żyjemy w dość dziwnych czasach? Bo z jednej strony widzę ZERO TABU i w ogóle tolerancja TOTAL – a z drugiej? WSTYD. Wstyd się przyznać, że się w domu z dzieckiem zasiedziało i, że człowiek trochę zdziczał bo jednak jak nie ta pielucha to na powrót kaszka…

Kurde, przecież ja wiem, że i Tobie jest ciężko! Że zdarza Ci się splunąć i siarczyście przekląć, choćby nawet w myślach, ale jednak przekląć. Nosz cholercia, raz na wozie, a raz… w błocie!


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂