Mama

Mamo, nie zmieniaj się

23 kwietnia 2019
IMG_8682

I przyszedł taki moment, w którym zaczęłam się zmienić. Bo poczułam się gorsza lub niedostateczna. Nie wyrabiałam z praniem, gotowaniem, prasowaniem, układaniem klocków, wynoszeniem śmieci. Słowem, całą masą spraw związanych z prowadzeniem domu i wychowywaniem dziecka…

Jeśli miałam ugotowane to pranie wyłaziło mi z kosza, a jeśli kosz był pusty to rosół przypalony. Żyłam w poczuci beznadziejności, no i oczywiście winy. I tak któregoś dnia wpadłam na genialny pomysł. Kupie sobie kalendarz! Jakby dwudziesto kartkowy notes mógł rozwiązać problem. No ale… Nie mógł. Bo wpisanie prania w odpowiednią rubrykę nie uruchomiło pralki. Szczerze? Od patrzenia na schemat robiło mi się duszno. Nigdy nie lubiłam grafików, upychania w ramy, nakazów.

I tu dochodzimy do sedna. Kiedy zostałam mamą wiele rzeczy zaczęło mi się wydawać. Na przykład wydawało mi się, że matka to zorganizowany i poukładany twór.  Twór, która się nie spóźnia, nie odkłada, nie męczy, nie zna prokrastynacji, lenistwa, maruderstwa. Miałam w głowie mocno surrealistyczny obraz.

Jeśli kiedykolwiek choć raz powstrzymałaś się przed zakupem/powiedzeniem/ lub zrobieniem czegoś tylko dlatego, że  – jesteś mamą – to prawdopodobnie uwierzyłaś, że matka musi być ‚jakaś’. Konkretna. Określona. Wpisująca się w schemat. Stereotypowa. I stąd biorą się wyrzuty. Bo jakaś wyimaginowana mama tak by nie zrobiła. Nie kupiłaby żelek. Nie weszłaby do maka. Nie pokazała w stringach.

Przez dwadzieścia sześć lat nie lubiłam sprzątać. Nigdy nie należałam do osób, które zaraz po zjedzeniu lecą do kuchni wyszorować talerz i nagle, z dnia na dzień zaczęłam od siebie… wymagać. Agnieszko, powinnaś posprzątać! Wiecie, ja nie mówię, że bałagan jest dobry… Nie jest. Ale wymaganie od siebie tylko dlatego, że zostało się rodzicem jest co najmniej głupie. Bo prawda jest taka, że ja nie robiłam tego dla siebie (ani tym bardziej dziecka) tylko dla świata. Znajomych, teściów, rodziny…

Tak strasznie starałam się zmienić. Wyeliminować cechy, które odpowiadają za skiśnięte pranie, klejącą podłogę, stosy garów etc. I wyeliminowałam! Razem z dystansem, humorem, spontanem. Zrobiłam się zmierzła, nudna, zrzędliwa, bardzo problemowa, kłótliwa.

Nie wiem dla kogo piszę ten tekst, bardziej dla Was czy jednak dla siebie…

W macierzyństwie wiele rzeczy jest trudnych. Trudne jest zmęczenie, odraczanie potrzeb, niekiedy samotność. Trudno pozostać sobą. Nie zmieniać się. Nie zgubić. Tyle się od Nas wymaga. Tyle oczekuje! Czasem, żeby temu sprostać… Wychodzimy z siebie. I to dosłownie.  I nie, to nie jest dobre.


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,