Kobieta

Jeśli nie wiesz gdzie spędzić najbliższy weekend, to wybierz się właśnie TAM

22 sierpnia 2017
DSC_0345

Powiem krótko – zrobiliśmy to – czyli po miesiącach posuchy w końcu się udało! Matko, co za radość i ulga zarazem. Bo jednak się da. I to nawet z dzieckiem. W bagażniku! No dobra, na tylnym siedzeniu – choć nie powiem perspektywa podróży z Jaśkiem zamkniętym w dźwiękoszczelnym akwarium brzmi kusząco. Czy było ciężko? Może deczko, jak to z roczniakiem. Mimo koziołków, perturbacji oraz krzyków – dotarliśmy do…  SANDOMIERZA!

Jeśli nie wiesz gdzie spędzić najbliższy weekend to wybierz się właśnie tam. Sandomierz to świetna opcja na krótki wypad z dzieckiem ewentualnie bez dziecka pod warunkiem, że nie lubisz nocnych harców, a dyskotekowe kule nie rajcują Cię tak jak ciężarną Agnieszkę pasztet czyli – BARDZO! Ale wracając do Sandomierza, miasta siedmiu wzgórz czy jak kto woli Małego Rzymu… To jedno z tych miejsc, które ma w sobie to COŚ.

Bo Sandomierz ma klimat zbudowany z Wisły, kolorowych kamienic, brukowej kostki oraz… DWORKU OJCA MATEUSZA 😀 Ten ostatni, choć sam rzeczywiście klimatyczny to słabo wyeksponowany, bo wciśnięty między – knajpę a WC –  serio, niewtajemniczeni pewnie go ominą. Nam się udało, bo wychodząc z toalety (czy jestem jedyną osobą, która zwiedza wszystkie kible jakie staną jej na doradzę?) pomyliłam drogę (tak gps w zegarku to nie głupi pomysł) i stanęłam vis-a-vis Dworek. No ale umówmy się – nie każdy ogląda seriale, w dodatku na jedynce! Prawda?

DSC_0320

I tak, to jest ten moment w którym powinnam sprzedać Ci parę adresów z Sandomierskimi zabytkami – nie zrobię tego. Bo widzisz, jesteśmy parą podróżników (haha), która nie lubi muzeów. Zamiast kisić się we wnętrzach i gapić w gabloty, wolimy się poszwędać. Tym razem nie było inaczej, nie zwiedziliśmy Domu Długosza, szeregu kościołów ani nawet Zamku. Ze względu na Jana nie weszliśmy też do podziemi (albo raczej piwnic) ciągnących się pod rynkiem (tak, czterdzieści pięć minut w ciemnościach mogłoby go wkurzyć), ale ze starszakiem wal tam śmiało, bo prawdopodobnie będzie zachwycony.

DSC_0331

Spacerowaliśmy bulwarem nad Wisłą, odwiedziliśmy przystań i strzeliliśmy parę fotek z łabędziami. I znów nie popływaliśmy, bo przemili ratownicy nie mieli w ofercie kapoku w rozmiarze 74 J Ale jeśli Twoje dziecko jest ciut większe, płyń!

DSC_0384

Co jedliśmy w Sandomierzu? I tu muszę Cię rozczarować, bo szału nie było. Nie zarezerwowaliśmy stolika w knajpie, która wydawała się najlepsza (przynajmniej w internetach), a na miejscu okazało się, że liczba osób czekających na stolik jest powalająca. Żołądki nie pozwoliły Nam czekać, a Szkoda, bo Bistro Podwale prezentowało się nieźle i co najważniejsze – w stu procentach było przyjazne dzieciom (tak, w środku był przewijak , a nie tylko krzesło do karmienia!). Koniec końców trafiliśmy do miejsca, którego nazwy wole nie wspominać, bo zatrzymało się w czasach, których ja osobiście nie pamiętam, za to moi dziadkowie na pewno. Ani ładnie, ani smacznie – jedynie po drodze.

Generalnie wypad uznajmy za udany, Jaśko pod wrażeniem łabędzi i helowych balonów. Za to my zakochaliśmy się w Wiśle i widoku z zamkowego wzgórza. Jednie zabrakło Nam czasu na winnice, w planach mieliśmy tą sandomierską.

DSC_0379

DSC_0375 5


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? A MOŻE ZNASZ OSOBĘ, KTÓRĄ RÓWNIEŻ BY ZAINTERESOWAŁ? JEŚLI TAK, BĘDZIE MI SZALENIE MIŁO JEŚLI :

  • POLUBISZ GO LUB UDOSTĘPNISZ NA MOIM FACEBOOK’U
  • POINFORMUJESZ MNIE O TYM W KOMENTARZU PRZY OKAZJI DZIELĄC SIĘ SWOIMI UWAGAMI
  • WESPRZESZ GRUPĘ, KTÓRA INTERESUJE SIĘ MOIM BLOGIEM I POLUBISZ MÓJ KANAŁ NA FACEBOOK’U

DZIĘKUJĘ! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE DO MNIE WRÓCISZ 🙂