Mama

Jeśli macierzyństwo można nazwać drogą to ta droga jest cholernie kręta

6 stycznia 2019
IMG_6859

Macierzyństwo (mam na myśli to wczesne, pierwszych miesięcy albo nawet lat…) jest trudne. Jest cholernie ciężkie i naprawdę, momentami boli. Pisałam o tym nie raz. Ale nigdy nie nazwałam go walką, a przecież czasem tak je właśnie czuję. Jak walkę. I to taką bokserską…

Stoję i odbieram ciosy, padam na twarz, czekam na gong. Serio, tak to czasem wygląda. Bywa, że modlę się o koniec. Koniec dnia! To nie jest proste. Naprawdę. Ci wszyscy ludzie, te matki, babki, ciotki, którym dzieci nigdy nie płakały – kłamią. Najzwyczajniej w świecie. Pociskają wałki żeby się dowartościować. Serio. Innej opcji nie ma. Kuźwa, nie bez przyczyny matka natura wymyśliła menopauzę! W pewnym momencie człowiek musi się wyspać. Musi się zregenerować, bo inaczej umrze.

Dzieci wysysają energię. I to tak ‚dosłownie’. Wypijają z mlekiem.

Trafiłam kiedyś na książkę*, w której pojawiło się zdanie: ‚za każdym wypachnionym bobasem stoi wymęczona matka’. I ja się z tym zdaniem zgadzam. Bo tak zazwyczaj jest. Tylko czasem się to ‚wymęczenie’ chowa. Za filtrami tudzież makijażem.

Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że gdzieś na świecie istnieją matki wypielęgnowane, może nawet wypoczęte. Jednak za tym wypoczęciem (tudzież wypielęgnowaniem) stoi jakaś babcia, czasem stoi pieniądz, stoi Pani Krysia, która ugotuje, a jak trzeba to nawet posprząta. Oczywiście mogę się mylić.

Wiecie, ja nie bywam zmęczona, bywam wypoczęta.

Jeśli macierzyństwo można nazwać drogą to ta droga jest cholernie kręta. Serio, w życiu nie dreptałam gorszą (w sensie, że trudniejszą). Macierzyństwo: niekończony się seans prania, gotowania, mycia podłóg i ścierania blatów. Niezliczona ilość nocnych pobudek i zużytych pieluch. Ciągłe sprzątanie, gotowanie, wycieranie, prasowanie, odwożenie, przywożenie, kupowanie. Nigdy nie cichnące ‚mamo’ (ewentualnie ‚żono’).

Dlatego z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że tylko szaleńcy decydują się na drugie (i kolejne) dziecko. Problem w tym, że ludzie zakochani zachowują się…

Irracjonalnie.

*książką o której wspominam to najprawdopodobniej ‚Macierzyństwo non fiction. Relacja z przewrotu domowego’ Joanny Woźniczko-Czeczott


 

DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj