Mama

Jak się nie nudzić ‚siedząc’ z dzieckiem w domu?

12 sierpnia 2018

Czy głupio zabrzmi jeśli napiszę, że odkąd jestem mamą nudzę się okropnie? Wiecie, kiedy człowiek nie miał dziecka to korzystał z życia czyli: robił to, na co miał ochotę (i kiedy miał ochotę). Jednego dnia wybierał się do kina, drugiego wychodził do clubu, trzeciego na siłownie, a czwartego jechał na wakacje. Czujecie różnorodność? Każdy jeden dzień wyglądał… INACZEJ!

A teraz musi być tak samo. Wstajesz, idziesz się wykąpać (albo i nie), robisz śniadanie, przebierasz pieluchę, wychodzisz na spacer, wracasz, kładziesz dziecko na drzemkę, ogarniasz obiad, jecie, wychodzicie na spacer. Dzień w dzień. Tydzień w tydzień. Tak samo.

Czy tylko mnie chce się czasem rzygać od tej monotonii? Zakładam, że nie. Nic tak człowieka nie ogłupia jak rutyna. Serio! Jedna i ta sama trasa, piekarnia, warzywniak. Ten sam park, plac zabaw ewentualnie salka.

Powiem Wam coś. Przez dwa lata bałam się cokolwiek zmienić – wsiąść z Janem do autobusu, przejechać się pociągiem czy odwiedzić restaurację. I tym samym – skazałam się na nudę. Moje życie stało się jałowe. Bez emocji, większych wrażeń i wyzwań.. O tym jak bardzo ciekawie spędzałam dzień świadczą Nasze rozmowy:

– Jak dzień? – to M.

Spoko. Ugotowałam obiad, Jasiek zrobił kupę, poszliśmy na spacer – to ja.

SONY DSC

Sama widzisz, ciekawie jak cholera. Ale wiesz co? Postanowiłam to zmienić! Mój plan wygląda tak: raz w tygodniu odwiedzamy bary (w sensie: restauracje, kawiarnie, lodziarnie…), jeśli jednego dnia byłam na placu zabaw to drugiego wybieram się na salkę albo idziemy z Janem do lasu! Zwiedzam miejscowości, gadam z ludźmi i  – uwierzcie mi – czuję się o niebo lepiej. Serio. W końcu po całym dniu spędzonym z dzieckiem mogę coś powiedzieć, bo albo kogoś fajnego poznałam albo coś dobrego zjadłam albo coś fajnego zobaczyłam. Mój telefon pęka od zdjęć!

Czy taki ‘aktywny’ tryb jest prosty? Nie. A przynajmniej, nie z Janem! Co mam na myśli pisząc, że nie z Janem? A no na przykład to, że moje dziecko w dalszym ciągu nie przepada za wózkiem i bardzo lubi ‘rączki’. W praktyce wygląda to tak, że pierwsze dwa kilometry Jan przemierza w wozie, kolejny kilometr idzie na nogach, a trzy następne muszę go nieść. Ale lepsze to niż siedzenie w domu i ‘zwiedzanie’ osiedlowego placu zabaw…

SONY DSC

Dziewczyn! Jeśli i wam zbrzydła rutyna to : idźcie w miasto. Serio. Z takim już dwulatkiem naprawdę się da! Nawet jeśli przyjdzie Wam nieść przez połowę drogi albo wysiąść pięć przystanków wcześniej bo młodzież zacznie się awanturować to naprawdę warto. Bo co zobaczycie, usłyszycie i zjecie to – WASZE!


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj