Mama

Jak czuje się człowiek po dwunastu godzinach spędzonych sam na sam z dzieckiem

29 kwietnia 2019
Image-1(2)

Zacznę od tego, że takie sytuacje nie są ani normalne ani zdrowe. Na szczęście, nie są też częste. Jednak zdarzają się i warto sobie uświadomić jak czuje się człowiek po kilkunastu godzinach spędzonych sam na sam z dzieckiem. I nie, nie mówię o jednorazowej przygodzie tylko permanentnym stanie…

Po pierwsze, jak to się dzieje, że zostajemy sam na sam z dzieckiem przez dwanaście lub piętnaście godzin dziennie? Gdzie podziewa się ojciec?

Najczęściej w pracy – kilka etatów, dłuższe i krótsze delegacje, nadgodziny, dojazdy. To dlatego niektóre kobiety nie mają czasu na samotne wyjście do fryzjera, kosmetyczki, a nawet dentysty. Czyli nie dlatego, że tata jest niezaangażowany lub niedopuszczony. Po prostu zarabia! On jest. Tyle, że w biurze ewentualnie w korku.

A co z dziadkami, powiecie…

Sprawa dziadków wygląda mniej więcej tak.  Albo są w pracy albo na wakacjach albo pięćset kilometrów dalej. Dwudziesty pierwszy wiek moi drodzy. Czasy, w których żyło się wielopokoleniowo i to w jednym domu ewentualnie na wsi mamy już za sobą. Teraz się migruje! Czyli – tu gdzie jesteśmy, jesteśmy sami.

Ojciec w pracy, dziadków do pomocy nie ma,  a dwunasta godzina mija. Jak czuje się matka po dwunastu godzinach spędzonych sam na sam z dzieckiem?

Trochę jak ameba

Te wszystkie gadki na temat tego, że matka zamiast kory, lewej i prawej półkuli mózgu ma w głowie pieluchę są… związane z prawdą! Może nie rano i niekoniecznie w południe, ale wieczorem – tak. Nie wiem jak Ty, ale ja nie myślę wtedy racjonalnie, a już z pewnością nie myślę wtedy szybko. Serio, między bodźcem a moją reakcją mija tyle czasu, że spokojnie mogłabyś obejrzeć… serial!

Trochę jak robot

Pobudka, śniadanie, ząbki, spacer, obiad, ząbki, drzemka, deser, ząbki, spacer, kolacja, ząbki. Oczywiście coś tam zmieniamy – podajemy owsiankę zamiast kaszki lub idziemy do parku zamiast na salkę, ale… I tak większość rzeczy wykonujemy mechanicznie, rutynowo, w biegu.

Jak mucha… tylko, że w mazi!

Mój stan po dwudziestej trzydzieści opisałabym słowem otępienie. Niby jestem, niby widzę, ale nie reaguję! Mój rodzicielski coach wchodzi na tryb ‚wszystko mi jedno, od tego nie umrze”. Interesuje mnie tylko i wyłącznie sen. Potakuje więc i chicho przyzwalam na demolowanie salonu (ewentualnie łazienki) w nadziei, że moje dziecko padnie,a potem… padnę i ja.

No dobra trochę się pośmiałam, ale prawda jest taka, że dwanaście godzin sam na sam z dzieckiem to po prostu i zwyczajnie hardcore. Jest pięknie, jest zabawnie, wzruszająco i… cholernie trudno. Bywa, że masz dość. Poznajesz te wszystkie momenty, w których jest Ci smutno, nudno, samotnie. Czasem stoisz na granicy cierpliwości, rozpaczy, bezsilności. W ciągu tych dwunastu godzin wiele razy upadasz, ale na szczęście wstajesz! Odnajdujesz w sobie moc by przytulić, pocałować i… Jutro powtórzyć!


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,