Mama

Hardkorowe przypadki matki

22 stycznia 2019
SONY DSC

Bardzo poważnie zastanawiam się nad utworzeniem zakładki ‚hardkorowe przypadki matki’, w której umieszczałabym śmieszne i kompromitujące historię z życia wzięte. Jestem pewna, że każda matka ma takie kwiatki w swojej pamięci. Sytuacje bądź zdarzenia, które najpierw ją załamały, a po czasie… bawiły! U Nas takich na pęczki. Serio…

Zaczęło się niewinnie: wyszłam z dzieckiem na spacer. Zwykły, wrześniowy spacer zamienił się w ekshibicjonistyczną podróż przez środek… chodnika. Jan rozdarł się okrutnie przy ruchliwej drodze. Nie było ławeczki, nie było restauracji, nie było drzewa. Jak stałam tak musiałam karmić. I niby okej,  bo gorąco, bo małe, bo na mojej piersi. Problem polegał na tym, że Jan nie dał się ‚oderwać’, a co dopiero odłożyć. Tak więc pchałam wózek i (jednocześnie) karmiłam!

Nie da się opisać jak bardzo zakręcony jest człowiek, który został rodzicem i w związku z tym przesypia (MAKSYMALNIE) trzy godziny dziennie. Jednak ta sytuacja może Wam co nie co zobrazować. Kiedy mój syn miał pięć tygodni zorganizowaliśmy Chrzest. Godzinę przed uroczystością zapukała siostra, a ja otworzyłam jej drzwi – w staniku. I generalnie byłoby naprawdę spoko, gdyby nie… ‚dyndająca’ miseczka odsłaniająca pierś.

Kiedy Jan miał dziewięć miesięcy chcieliśmy odwiedzić Poznań, a że wtedy mieszkaliśmy na Śląsku… Czterysta kilometrów z rozhisteryzowanym dzieckiem? No way! Pojedziemy w nocy. Plan był mniej więcej taki: uśpionego Jana wsadzimy do fotela i – ruszymy w drogę! Przez pół dnia pakowałam walizki, ogarniałam prowiant, prałam i prasowałam na zamianę, a potem przyszedł wieczór i Jan rozpoczął koncert… Tamtego dnia usypiałam syna do rana.

Nasze dziecko od urodzenia histeryzuje w aucie. Niestety. Szansa na ‚spokojny’ przejazd jest tak mała, że trasy powyżej trzydziestu kilometrów realizujemy nocą (albo i nie, jak wyżej :D). Jednak Jaś w aucie budzi się dość często i nie umie zasnąć. Nasz syn nigdy nie zasypiał ‚sam’. Jako niemowlę wymagał intensywnego bujania połączonego z karmieniem. Dlatego nocne pobudki kończyły się postojem, a postój…skakaniem! Po tylnej kanapie. Któregoś razu zjeżdżając z drogi wpadliśmy w dziurę, a że dziura była konkretna to Jan ucichł. I tak, mając nadzieje, że Nasze dziecko zaśnie przez pięć minut z premedytacją wjeżdżaliśmy (i wyjeżdżali)… w dziurę!

Kojarzycie ten filmik, w którym młoda matka karmi niemowlę i buja, puste nosidełko? W pewnym momencie kobieta orientuje się, że dziecka w tym nosidle nie ma i doznaje szoku. Ukradli jej dziecko! Biedna, niewyspana… Ja pewnej nocy przekopywałam łóżko w poszukiwaniu syna, którego pół godziny wcześniej zaniosłam do łóżeczka.

A teraz Wasza kolej, podzielcie się swoimi historiami!


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj