Mama

Dziecko z bliska czyli o książce, która dała mi wiedzę, inspirację i pocieszenie!

31 maja 2018
SONY DSC

Przez dwa lata macierzyństwa (i dziewięć miesięcy ciąży) przeczytałam pięć poradników na temat wychowania. Jedne czytało się łatwiej, drugie ciutkę gorzej (ze względu na fachowy język), nie mniej jednak we wszystkich znalazłam coś mądrego i wspierającego. Książką, która skradła moje serce (i umysł) najmocniej to DZIECKO Z BLISKA, zbuduj szczęśliwą relację autorstwa Agnieszki Stein. Znalazłam w niej: wiedzę, inspirację i… POCIESZENIE!

Z informacji technicznych: pozycja podzielona jest na cztery części (plus wstęp i zakończenie, wiadomo). Z pierwszej dowiecie się czym jest rodzicielstwo bliskości (i znajdziecie sporo motywującej i wspierającej treści, zresztą jak w całej książce). Kolejne trzy rozdziały to traktaty o relacji, którą powinniśmy zbudować z dzieckiem, regulacji emocji (tak dziecka jak i swoich!) oraz rozwoju (na który jesteśmy totalnie zorientowane od dnia porodu, a nawet dwóch kresek na teście!).

Nie będę Wam tu streszczać i dokładnie opisywać  – co, gdzie i jak – bo to raczej bez sensu. Napiszę jednak, co w tej książce mnie zainspirowało i jak zmieniła ona moje podejście do… MACIERZYŃSTWA.

Po pierwsze, wniosła spokój! Serio, przed lekturom codziennie zamartwiałam się o to, co wyrośnie z Jana (a raczej kto…). Kiedy się wściekał widziałam w nim kryminalistę, a kiedy chował za moją spódnicą – outsidera! Dziecko z bliska (a właściwie to Agnieszka Stein) uświadomiła mi, że pewne zachowania (rzucanie przedmiotami, gryzienie, wstyd czy histerie) są zupełnie normalne, na pewnych etapach rozwoju.

W wychowaniu najważniejsze jest zawsze to, co dzieje się między bliskimi tu i teraz. Rodzicielstwo bliskości to sposób na pełniejsze przeżywanie każdego dnia. Bez zbytniego zamartwiania się o wczoraj i o jutro. Można zmarnować wiele obecnych chwil, koncentrując się tylko na tym, co z dziecka wyrośnie, kiedy się nauczy i jak się zachowało w zeszłym tygodniu.

Po drugie, dała przyzwolenie na płacz! To nie tak, że wcześniej myślałam, że płacz jest czymś złym. Nie, nie. Od zawsze czułam (i wiedziałam), że płacz w pewnym stopniu wyzwala i jest bardzo, ale to bardzo potrzebny. Ale wiecie jak to wygląda w praktyce? Kiedy Nasz maluch płacze (a raczej drze się wniebogłosy na środku chodnika) zamiast mu realnie pomóc i okazać wsparcie, uciszamy go! Wstydzimy się! Normalnie, regularnie wstydzimy się Naszych zawodzących dzieci i to bez względu na wiek. I ja też się wstydziłam. Serio. Kiedy Jan był niemowlakiem i publicznie zaczynał płakać wpadałam w histerię bo – bałam się ocen czyli tego, że ktoś nazwie mnie… NIEKOMPETENTNĄ.

Ważne jest to, że kiedy pociesza się płaczące dziecko, nie jest dobrze za cel stawiać sobie uciszenie go. Nie chodzi o to, żeby dziecko jak najszybciej przestało płakać. Płacz może być konstruktywny i potrzebny. Pomaga rozładować napięcie i radzić sobie z emocjami (…)

Po trzecie, ta książka nauczyła mnie – tadam – odpoczynku! Człowiek niby wie, że od czasu do czasu wypadałoby odpocząć, ale jak to wygląda w praktyce chyba wszystkie wiemy. Przyznaję, nie umiałam się zmobilizować. Mówiłam, że jestem zmęczona, ale nie odpoczywałam. Po lekturze zdałam sobie sprawę  z tego, że: dbanie o dziecko to przede wszystkim! dbanie o… SIEBIE.

Tylko ten, kto siedział kiedyś przez cały dzień sam na sam z małym dzieckiem, wie, jak silne emocje budzi jego zachowanie, kiedy potrzeby dorosłego są niezaspokojone i jest on emocjonalnie wypalony. Jak łatwo wtedy o wybuch złości, podniesiony głos, szarpnięcie dziecka, a czasem łzy.

Po czwarte, zrozumiałam, że rozwieszając z dzieckiem pranie wspieram jego rozwój. Dziwne nie? A jednak to prawda. Wiecie jak to jest, człowiek zobaczy dwie kreski na teście i szaleje – kupuje czarno białe książeczki, karuzelki, edukacyjne maty… Wyścig szczurów? Nie żartuj! Ja nie biorę w tym udziału, mogę być najgorszą matką roku! Serio? Obie wiemy, że to ściema. Ta książka uświadomiła mi, że wspieranie rozwoju nie polega na zasypywaniu dziecka zabawkami czy organizowaniu mu życia. Dziecku potrzebny jest czas – na swobodną zabawę w kałuży, pogrzebanie w szufladzie albo rozbabranie zupy.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wychować dziecko bez wychowywania to serio, sięgnijcie po tą książkę! Znajdziecie tam wskazówki dotyczące tego jak rozmawiać z dzieckiem o emocjach, jak pomagać (a nie przeszkadzać!) w rozwoju, a przede wszystkim poczytacie o tym jak dbać o relacje. Polecam!


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj