Mama

Dlaczego ona prycha i mówi o rozwodzie?

8 sierpnia 2019
IMG_0703

Śmiać mi się chce za każdym razy kiedy słyszę, że wspólne mieszkanie to – próba. Próba dla związku. Serio? Prawdziwą próbą jest… Poczęcie dziecka!

Nasz związek trwa od siedmiu lat, a pierwszy ‚poważny’ kryzys przeszliśmy półtora roku temu. Dokładnie wtedy gdy Jan skończył – półtora roku. Przypadek? Nie sądzę. To był taki moment, w którym miałam dość i wybuchałam o ‚byle pierdołę’. Bywałam tak zmęczona i psychicznie wyprane, że ryczałam w drodze po bułeczki. Zaszywałam się też na klatce i smarkałam w rękaw.

Byłam mamą, która spędza ze swoim dzieckiem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie miałam do pomocy babci. Sikałam z dzieckiem na rękach i w ten sam sposób gotowałam zupę. Bujałam na biodrze i jednocześnie odkurzałam. Słodziłam herbatę solą, wkładałam bułki do zamrażalnika, a krem wyciskałam na szczotkę…

Dlaczego ona prycha? Bo ma dość. Jest zmęczona! Odpowiedzialnością i byciem dla kogoś.

Przykro mi to mówić, ale: to my – kobiety – ‚tracimy’ najwięcej. Zostajemy w domu. Odkładamy karierę. Kładziemy się spać ostatnie. Nawet jeśli nie wszystkie to DZIEWIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ PROCENT tak. Nie wierzysz? To się rozejrzyj. Ilu gości siedzi na placykach koło jedenastej?

Oni są w pracy – robią przelewy, podpisują umowy, pozyskują klientów, murują abo szlifują, rozwożą paczki etc. Nie mówię, że nie mają stresu bo pewnie go mają jednak kiedyś z tej pracy wychodzą, a matki… NIE.

Psychiczne wyczerpanie matki jest nieporównywalne z fizycznym zmęczeniem budowlańca, kuriera, mechanika, murarza etc. Nie da się porównać przeglądania papierów, podpisywania umów i stukania w kompa z bieganiem za dwulatkiem. A skoro nie da się tego porównać to – ciężko też zrozumieć. I tu dochodzimy do sedna kryzysów małżeńskich…

Faceci nie rozumieją bo: nie spędzają ze swoimi dziećmi dwudziestu czterech godzin na dobę. I to jest raz. A dwa… Nie umiemy rozmawiać.

Jedna strona musi słuchać drugiej. ‚Daj spokój’, ‚przesadzasz’, ‚to wcale nie jest trudne – to nie są słowa wsparcia. Czasem wystarczy przytulić, podnieść swoje kapcie, odkurzyć podłogę. Serio! Nie oczekujmy od matek niemożliwego – ciepłego obiadu, wysprzątanego domu i zadbanego dziecka. Ja chciałabym zaznaczyć, że RODZICIELSTWO i TWORZENIE DOMU to praca dla… DWOJGA.


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,