Mama

Bajki, włączasz czy nie? Historia mojego błędu

20 stycznia 2019
49769242_1027731130755132_1487353870458814464_n

Bajki: włączać czy nie? Dzisiaj opowiem Ci o tym jak to wyglądało u Nas!

W pierwszym roku macierzyństwa (i przez cały okres ciąży) byłam bajką przeciwna. Uparcie twierdziłam, że moje dziecko nigdy, a przynajmniej nie do osiemnastki! Wiadomo. Tyle jest ciekawszych zajęć. Gdy Jan skończył półtora roku przeprosiłam się z bajami w aucie. Pięciominutowy seans pozwalał Nam dotrzeć do sklepu (tak, Nasze dziecko histeryzuje na sam widok fotelika, nie wspominając o zapięciu w pasy). Jednak później popełniłam… BŁĄD!

Baje wjechały przy jedzeniu. Szczerze? Nim się obejrzałam moje dziecko w obecności Peppy jadło nie tylko obiad. Baja wjeżdżała przy śniadaniu, podwieczorku, kolacji i nie zawsze kończyła się z kanapką. I wiecie co? Nie czułam się z tym dobrze. Z drugiej jednak strony nie wiedziałam jak z tą bają skończyć. Obawiałam się strajku, w sensie GŁODOWEGO. Powiesz ‚Też mi problem! Zgłodnieje to zje, choćby za tydzień’. No i niby racja, ALE kiedy Twoje dziecko oscyluje wokół trzeciego centylu, słabo przybiera i ma za sobą historię niedoboru to – uwierz mi – chwytasz się brzytwy.

Jednak w pewnym momencie zauważyłam, że bajka i tak ‚nie pomaga’. Jaś z ‚bają’ wcale nie jadł chętniej. Było wręcz odwrotnie! Bajka totalnie go wciągała, a talerz pozostawał pełny. Co gorsze, po wyłączeniu bajki moje dziecko wpadało w szał. Dosłownie. Pojawiał się płacz, a nawet gryzienie. I tu miarkę się przebrała. Na własnej skórze przekonałam się, że…

Bajki uzależniają!

I nie, to wcale nie jest tak, że ‚my bajki oglądałyśmy, a jednak żyjemy’. Dostępność do bajki, dwadzieścia czy trzydzieści lat temu była zdecydowania mniejsza! Nie było przecież youtube,  nie było mini mini i nie było CBeebies. My oglądałyśmy wieczorynkę. Jedną. O dwudziestej.

Czy rezygnacja z bajek była łatwa? I tak i nie. Łatwa bo wystarczyło schować komputer, a ciężka bo Jan ‚trochę’ się buntował.

A co z jedzeniem, czy Jaś rzeczywiście przestał jeść? Szczerze? Po pierwszych buntach (mama włączysz bajkę? Nie kochanie. Mama chce baje, ja chce baje, łeee…) zaczął jeść lepiej! Oczywiście nadal bez szału, ale maleńki progres DAŁO SIĘ DOSTRZEC.

Obecnie Jan nie upomina się o bajki w ciągu dnia, bo wie, że ich nie będzie. A jeśli nawet mu się zdarzy to nie wpada w szał kiedy słyszy odmowę. Tak więc, wyszliśmy z nałogu! Czy to znaczy, że mój syn bajek w ogóle nie ogląda? Nie. Jan ogląda bajkę rano, kiedy biorę prysznic (próba sadzania na kocu z puzzlami, klockami, naklejkami skończyła się wrzuceniem tychże puzzli, klocków i naklejek do…kibla) i wieczorem, gdy robię kolacje (tak, teoretycznie mogłabym gotować z Janem, w praktyce wygląda to tak, że ja naparzam kopytka, a Jan… szklankami w ścianę). Tyle. Łącznie godzina (w porywach półtorej).

Jestem ciekawa jak wygląda to u Was! Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu.


DOBRNĘŁAŚ DO KOŃCA? SUPER! BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE KOLEJNA ZARWANA NOC NIE POSZŁA NA MARNĘ  🙂 JAK MYŚLISZ – TEN TEKST MÓGŁBY SIĘ KOMUŚ PRZYDAĆ? JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TAK TO PROSZĘ CIĘ O:

  • KOMENTARZ (NAJLEPIEJ MIŁY :D)
  • LAJKA, SERDUSZKO TUDZIEŻ INNĄ MEGA SPONTANICZNĄ REAKCJĘ
  • UDOSTĘPNIENIE

W TYM CELU ZAPRASZAM CIĘ NA MÓJ FANPAGE

AGNIESZKA,

zdj