Żona

TY NAPRAWDĘ MYŚLISZ, ŻE DZIECKO MOŻE URATOWAĆ ZWIĄZEK? NO WAY!

21 marca 2017
ślub

Jeśli wierzysz, że dziecko może uratować związek jesteś w błędzie.  Rzeczywiście, po porodzie związek wkracza w nowe stadium, rzec by można bardziej zaawansowane. Ale będę z Tobą szczera – to nie fale romantyzmu tak Cię noszą. To hormony. To hormony, które powodują kłótnie.

Was ten problem nie dotyczy, bo jesteście zgraną parą? I to taką, która wszystko ma już  dogadane? I na guzik – ten ostatni – dopięte… Ty zapewne masz w szufladzie plan – taki awaryjny, gdyby jednak coś za szwankowało…

A, że za szwankuje jestem pewna. Otóż, KŁÓTNIE są w pakiecie z dzieckiem. One będą. I to na mur beton.

A teraz wyobraź sobie konkurs, który ma wyłonić parę roku. Ale taką najnudniejszą. Ja już widzę podium. I mojego męża, taszczącego puchar. Bowiem… WYGRYWAMY! A wiesz czemu?

Para

W Naszym domu nigdy nie latały noże, choć żyjemy na dwudziestu siedmiu metrach. TAK, DWUDZIESTU SIEDMIU. Taki metraż do awantur wręcz zobowiązuje. A tu cisza. Może czasem pojęczałam trochę. Ha! Nie o TYM mowa. Pojęczałam na skarpety, które leżą obok kosza czy na pomidory – napoczęta, za to nie schowane. Ot zwyczajne przepychanki NIEDZIECIATEJ pary. Widzisz, te kuksańce miały dodać pikanterii. Tak więc żadnych:

– Bo Ty zawsze

– A Ty za to nigdy!

Inwektywy wokół nie latały. Był stoicki spokój i rozmowa. A problemy były analizowana. Sama widzisz – rokowania były całkiem niezłe… A tu spięcie! I to w dzień PORODU!

Tego ranka do łazienki biegłam po raz setny, nagle krzyczę:

Wody! – Mąż zaspany (ledwo kontaktuje) woła, że przyniesie.

Wody mi odchodzą!

Prawdę mówiąc, spodziewałam się jakiegoś drżenia. Choćby w moim głosie. Miałam RODZIĆ. I to lada moment. A tu spokój. W głowie męża za to buzowało… Żona rodzi, a więc:

– Trzeba jechać! I to już! Natychmiast!

Powiem więcej – On tą moją porodową torbę wkładał już do samochodu. A i mnie by siłą zapakował pewnie, gdyby nie położna i jej komunikat jasny – na śniadanie!

Tak więc, to był przedsmak Naszych przepychanek. Albo raczej, wojny.

Królowały kłótnie o PIERDOŁY.

Hitem, były takie o kichnięcie czy o nocy wypad do łazienki i – uwaga – o spuszczenie wody! Ale jest coś o czym musisz wiedzieć – Jan zasypiał z trudem. Był bujany, potem odkładany i tak milion razy z rzędu. Więc się nie dziw awanturą o pierdnięcie.

Były też te standardowe o technikę przewijania czy bujania właśnie. Oczywiście, ja wiedziałam lepiej… I te pod tytułem –  Ty mnie nie rozumiesz wcale.

Ty? Ty jesteś zmęczony?

Generalnie było ciężko i Nasz związek po porodzie cierpiał, ale… To normalne! To normalne na etapie przekształcania w TRÓJKĄT. Myślę, ze to była próba – i to całkiem niezła – lub egzamin. Taki z małżeństwa.

Dziecko nie jest w stanie związku uratować, co najwyżej – zniszczyć ten nietrwały. Ten stabilny może za to wzmocnić.

Jak huragan do Naszego wtargnął domu

I przewracał.

A My

Jak ten Feniks z popiołów,

Odrodzeni

Przetrwaliśmy.

Tylko kłopotów Nam przybyło

I szczęścia!

am_p_001m